wtorek, 5 lipca 2016

Drugie urodziny Nowej w Hogwarcie - opowiadanie, kontynuacja...

25 komentarzy:


1 Lipca minęły drugie urodziny Nowej. Z tej okazji postanowiłam dodać jeszcze jedno opowiadanie – bardziej optymistyczne, że tak powiem (a raczej napiszę). Wiem, że niektórym epilog mógł nie przypaść do gustu… Ale tak planowałam zakończyć. Jednak nie wykluczyłam możliwości, że Nora kiedyś wróci, odnowi kontakt ze swoimi przyjaciółmi… Nie przepadam za happy endami, ale… niech wam będzie. :D Sprawa z kradzieżą powoli się wyjaśnia – ale jesteśmy na dobrej drodze. I bardzo przepraszam, że nie opowiedziałam na komentarze pod epilogiem – zaraz się za to zabieram. Jakoś nie mogłam się zebrać, żeby się z wami pożegnać (a jeśli ktoś jeszcze się nie pożegnał, zapraszam do zostawiania komentarza pod tym postem).

– Naprawdę nie mam pojęcia, jakim cudem udało ci się mnie namówić – mruknęła, gdy jej szwagierka ciągnęła ją przez ulice Londynu.
– To proste. Kastiel jest na konferencji. A ktoś musiał ze mną pójść i przypilnować, bym nie wydała za dużo pieniędzy – odpowiedziała swoim typowym radosnym szczebiotem Catherine.
Patrząc na Cat, wciąż mogła sobie przypomnieć sześcioletnią dziewczynkę, którą była, gdy się poznały, chociaż przecież minęło już dziesięć lat… W jej błękitnych oczach nadal igrały radosne iskierki, na ustach widniał szeroki uśmiech, a czarne włosy splecione zostały w grubego warkocza. I pomyśleć, że tak niewiele brakowała, a tę obecnie wieczną optymistkę, mógłby spotkać okrutny los, zadany przez własnego ojca i przybraną matkę…
Otrząsnęła się z myśli, zdając sobie sprawę, że właśnie wchodzą do Dziurawego Kotła, który nie był już tak straszną ruderą jak kiedyś. Nadal nie przepadała za wizytami na ulicy Pokątnej. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają…
Cat miała zacząć szósty rok w Hogwarcie. Na szczęście nie posiadała talentu do przyciągania nieszczęść Eleonory, więc pięć lat nauki minęły jej w dość spokojny sposób. I potrzebowała nowej różdżki – choć nie były rodzonymi siostrami, jednak Catherine odziedziczyła talent Nory do niszczenia różdżek. Młody Ollivander je zamorduje…
– Ciocia Rose i wujek Scorpius obiecali, że się później z nami spotkają – poinformowała ją Cat, czekając, aż Nora otworzy przejście na ulicę Pokątną.
– Nadal nie wiem, dlaczego nazywasz ich ciocią i wujkiem. Przecież do mnie mówisz po imieniu. – Zmrużyła powieki, gdy jej oczom ukazała się jasna ulica. Westchnęła, niechętnie kierując się w stronę sklepów.
Szesnastolatka wzruszyła ramionami.
– Sama nie wiem. Kwestia przyzwyczajenia? Albo dlatego, że Astoria i Draco to babcia i dziadek? Ojeju, jakie śliczne! – I podbiegła do pierwszej witryny, gdzie zaczęła podziwiać nowe modele szat.
Nora pokręciła tylko głową z rozbawieniem. Typowa Cat. Promyk szczęścia, podekscytowania i entuzjazmu. Naprawdę ją podziwiała.
Trochę obawiała się, że spotka kogoś ze starych znajomych. Ryzyko było spore. Kontakt odnowiła tylko ze Scorpiusem i Rose – którzy należeli przecież do jej rodziny. Została nawet matką chrzestną ich pierwszego dziecka. Trzeba było przyznać, że życie nie przygotowało Draco Malfoya na synową z rodziny Weasleyów, a zwłaszcza na rudowłosą wnuczkę. Ale szybko je zaakceptował i, pomimo swoich narzekań i zaprzeczeń, pokochał. Zresztą, niemożliwym było pozostać obojętnym na urok słodkiej Carolyn.
Sama miała niedługo zostać matką. Bardzo się tego obawiała, ale… Kastiel chciał mieć dzieci. Nora czuła, że nie nadaje się na mamę, ale może to tylko bezpodstawne obawy? Przez wiele lat miała tylko ojca – dopiero po latach poznała Astorię. Jeszcze nie powiedziała Kastielowi, że jest w ciąży. Raz już poroniła i nie chciała mówić mu za wcześnie, jeśli sytuacja miałaby się powtórzyć… Ale minęły już trzy miesiące, ciąża, według mugolskiej lekarki, rozwijała się bez żadnych komplikacji. Na razie tylko Cat wiedziała i – o dziwo, przy swoim gadulstwie – się nie wygadała.
Po udanych zakupach – długich i dość męczących – Catherine zarządziła, że zasłużyły sobie na porządny deser lodowy. Nora nie zamierzała się z tym spierać. Był upalny dzień, ludzi mnóstwo – typowa ulica Pokątna w ostatnich dniach wakacji.
Czy to myślenie o dawnych znajomych, czy po prostu przypadek, a może przeznaczenie, że – gdy Cat poszła złożyć zamówienia – przy jej stoliku zatrzymała się bardzo znajoma postać…
– Nora?
Dobrze znała ten głos.
– James – powiedziała, patrząc na mężczyznę, na którego ustach pojawił się zadziorny uśmiech. No tak. Był przecież Jamesem Syriuszem Potterem. Znanym graczem Quidditcha.
Jako dwudziestosześciolatek wyglądał jeszcze bardziej przystojnie niż za lat młodzieńczych. Ale Norę od dawna już nie ruszały jego oczy o barwie czekolady, brązowe włosy, wysportowana sylwetka. Chociaż dorobił się teraz niezłego, całkiem seksownego, zarostu. Spokojnie zlustrowała go wzrokiem, gdy ten robił to samo.
Czy się zmieniła?
Wciąż była drobna, niska, choć ścięła swoje długie włosy do ramion – nigdy ich nie pofarbowała, więc dalej miały odcień bardzo jasnego, platynowego blondu. Nie przytyła – oprócz powiększającego się brzucha, ukrytego pod luźną bluzką – nie opaliła się, nie nabyła wielu zmarszczek. Wyglądała na starszą, poważniejszą? To na pewno. Życie mocno ją doświadczyło. Ale teraz była szczęśliwa. Dawała koncerty. Miała rodzinę.
– Co słychać? Nie widzieliśmy się kopę lat. – James oparł się o barierkę, ogradzającą lodziarnię.
Nora zdała sobie sprawę, że siedziała przy tym samym stoliku, gdzie kiedyś, te dziesięć lat temu, po raz pierwszy zobaczyła ekipę Potter&Weasley; kiedy zadurzyła się w Jamesie. I pomyśleć… Jak ten los dziwnie się układał…
Wzruszyła ramionami, uśmiechając się delikatnie.
– No nic. Gram, wzięłam ślub z Kastielem – Uniosła rękę, by pokazać mu obrączkę – i od lat razem opiekujemy się siostrą Kastiela, Catheriną… – Zerknęła w kierunku, w którym zniknęła Cat, by spostrzec, że jej szwagierka już dawno złożyła zamówienie. – …która teraz flirtuje z jakiś chłopakiem. – Westchnęła tylko. Typowa Cat.
 James skinął głową.
– Pamiętam ją. – Mężczyzna na chwilę się zamyślił, by po chwili się otrząsnąć. – Śledziliśmy twoje poczynania muzyczne, wiesz? Lily stworzyła nawet cały album poświęcony twoim osiągnięciom.
– Naprawdę? – Poczuła dziwne pieczenie w gardle.
– No jasne. Wiesz, że jesteś zawsze u nas mile widziana, prawda? Wszyscy za tobą tęsknią. Nawet ja. Nawet Lucy, a wiesz, że to już coś!
Musiała odpowiedzieć na uśmiech Jamesa. Zmienił się. To dobrze.
– A u ciebie? Jak sobie radzisz? – spytała, czując się odrobinę bardziej komfortowo w jego towarzystwie. To tak, jakby znów spotkała Jamesa. Po raz pierwszy.
– Ja także gram, chociaż nie na fortepianie, tylko w Quidditch. Mam fanki. – Potter wyszczerzył się, a ona wywróciła tylko oczami. – A tak to jest bardzo dobrze. Zacząłem spotykać się z jedną mugolką. Przyjaźniła się z Roxie i Julesem i pracowała w Instytucie. Wiesz, w tym, który powstał w dawnej siedzibie Łowców. I jestem z nią szczęśliwy.
– To dobrze, James – powiedziała łagodnie, uśmiechając się do niego.
Przez chwilę trwała cisza. Potter nagle się wyprostował, jakby sobie coś przypomniał.
– Aha! Miałem ci coś przekazać. Dostaliśmy dokładne instrukcje, co ci powiedzieć, gdyby ktokolwiek z nas ciebie spotkał. – Wyjął z kieszeni portfel, a z niego kartkę, którą zamaszystym ruchem wyprostował. – Ekhem. To po pierwsze: mam ciebie wyściskać, wycałować, uderzyć i udusić. Nie wiem, w jakiej kolejności, ale to sobie na razie odpuścimy. Dalej… Tamara kazała przekazać, że za miesiąc ma termin i do tego czasu masz się pojawić, bo jej dzieciak musi mieć matkę chrzestną. A i chce ciebie zabić. Ale to norma.
– Tamara jest w ciąży? – spytała, odrobinę zdziwiona. – Jak Albus to zrobił? – Zarumieniła się i poprawiła, gdy James wybuchnął śmiechem. – To znaczy, jak ją namówił? Ona nienawidzi dzieci. Nie chciała być matką.
– Ale kocha Ala i robi dla niego dosłownie wszystko. Myślałem, że to ona będzie rządziła w związku, ale Albus owinął ją sobie wokół palca. Chociaż nie. Oni raczej zawsze ze sobą współpracują. A Tamara podczas ciąży… – James pokręcił głową, w jego oczach rozbawienie igrało z przerażeniem. – Nie chciałabyś tego zobaczyć. Ale wracając: Roxie i Jules biorą ślub i ciebie zapraszają, Joss zaproponowała, że może ci nawet oddać wszystkie swoje płyty Disco Polo i kabanosy. – Zerknął na nią z powagą. – To wielkie poświęcenie z jej strony.
– A co u niej? I u Freda? Lucy? – spytała wbrew siebie, choć przecież miała się nie wtrącać.
– Zwariowana para. Teraz chyba są w Peru. W sensie Fred i Joss. Dużo podróżują. A Lucy, jak to Lucy… gdzieś się kręci, pracuje jako modelka. Ostatnio zaczęła spotykać się z pewnym mugolem. Podobno to jej miłość aż z młodzieńczych lat. Ale nie znam szczegółów. I zanim zdążyć się spytać: Albert i Domi pobrali się praktycznie najszybciej i teraz mają dwójkę dzieciaków, Nott pracuje jako Auror, a jego żonka otworzyła salon piękności. Lily tańczy już od kilku lat i naprawdę jest w tym dobra. Roxie wariuje z rudymi bliźniakami. To ciekawe. Nie są nawet mulatami. Gdyby Roxie ich nie urodziła, to zastanawiałbym się, czy jest ich matką. Są podobne do Julesa i rude, jak cała nasza rodzina. A w dodatku to chłopcy. Już robimy zakłady, że będą tacy sami jak Fred i George. Elena jest uzdrowicielką i chyba umawia się z Lorcanem Scamanderem. Może kojarzysz? Syn Luny. Rok starszy od nas. Także jest medykiem. Poznali się w szpitalu. Cristian mieszka w Rumunii. Spiknął się z tą taką Isabellą? Chyba tak się nazywała. Utrzymujemy z nimi kontakt. Spoko ludzie.
– A co z…? – zaczęła, ale James jej przerwał.
– Hej! Chcesz wiedzieć więcej? To po prostu nas odwiedź – zaproponował bardzo łagodnie.
– Nie mogę – mruknęła, patrząc na roześmianą Cat.
– Jasne, że możesz – żachnął się. – Pamiętaj. Zawsze możesz wrócić.
I odszedł, pozostawiając Norę z mętlikiem w głowie.
– Czy to był James Potter? Wow, ale ciacho – powiedziała Catherine, stawiając na stoliku desery.
Typowa Cat…
~~*~~*~~*~~
Nie mogła uwierzyć, że to robiła. Ale zastukała już w drzwi. Nie było odwrotu.
Drzwi powoli się otworzyły, wypuszczając na dwór wszystkie zapachy, które wiązały się z domem – obiadu, przypraw, kominka...
– Ja… – zaczęła na widok osoby, która jej otworzyła. Po chwili była już w jego ramionach. – Przepraszam, Al.

Zapraszam na mojego nowego bloga! :D
Kilka ciekawostek:
·        Wszystkich bohaterów – tych najważniejszych i tych, o których była tylko wzmianka, pojawili się raz – było ponad 80! (tak dokładnie to 82, mam ich wszystkie imiona i nazwiska, krótkie opisy w spisie)
·        Postać Joss, Panny Katastrofy – jak niektórzy wiedzą – została stworzona przez moją blogową, bliską przyjaciółkę, Mikę Foggy. I taka ciekawostka o Joss: posiadała nietoperza Majlo (dostarcza i przesyła pocztę – jak sowy).
·        Całość – bez dodatków – cała Nowa zawiera około 161 tysięcy słów… Że ja to wszystko napisałam XD
·        Boginem Nory były tłumy, Roxie klaun, Tamary jej ciotka, a Joss Slenderman. A Jamesa kibelek XDXDXD
·        Tutaj jest kilka wyrażeń, rzeczy, które pojawiły się w opowiadaniu i które sobie zapisałam, by o nich pamiętać: ,,Gorzej niż ropucha w czasie okresu”, ,,Towarzyski jaskiniowiec, nowy towar”, ,,O smoku mowa”, ,,Naburmuszony goblin na sedesie”, ,,Traszka ukradła ci język?”, ,,Owsianka Stefan”, ,,Sorbety cytrynowe”, ,,Panie Harry… Panie Harry… Z martwych wstań! Z martwych wstań! Wszyscy Śmierciożercy cię biją! Wszyscy Śmierciożercy cię biją! Vol, de, mort! Vol, de, mort!”, ,, Na stopy hipogryfa!”, ,,Na gacie Merlina!”.
·        Przez dłuższy czas nie miałam imienia dla Kastiela, więc w moich planach, notatkach nazywałam go ukochanym Nory XD Nawet jak przyjaciółkom lub siostrze mówiłam o ukochanym Nory, od razu wiedziały, o kogo chodzi :D
·        Chciałam napisać taką epicką scenę z Roxie, która odrzuciłaby pelerynę w tył, gdy miała zmierzyć się z wrogami XD Długo ją miałam w głowie, ale była chyba zbyt epicka XDXDXD
·        I pewnie nikt już tego nie pamięta, ale LOCH to skrót od Ligi Ochrony Czarodziei Honorowych :D

To już koniec, koniec – tym razem na serio. Chyba że znowu sentyment mnie dopadnie…

Kocham Wam, Potterowi Ludkowie!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Nowy blog!

5 komentarzy:

Zapraszam na nowego bloga:


Pojawił się już prolog :)

Epilog

32 komentarze:

Wszystko kończy się w miejscu, w którym się zaczęło. W cichym, spokojnym domku na przedmieściach Londynu. Domu Eleonory i Blaise’a Zabiniego…
W zaniedbanym ogrodzie, gdzie rośliny zaczęły żyć już na swój własny, dziki sposób, a żar lał się z nieba w jednym z najgorętszych dni w roku. Na drewnianej, szerokiej huśtawce siedziała Nora, przeglądając kolejne listy od swoich przyjaciół. Nie widziała ich od zakończenia roku i nie wiedziała, kiedy znowu zobaczy… Jeszcze nie powiedziała im o swojej decyzji.
Tamara odeszła z LOCHu; uciekła od swojej despotycznej ciotki, w czym bardzo wspierał ją Albus wraz z całą rodziną Potterów. Rosjanka została ciepło przyjęta przez całą rodzinę swojego chłopaka; wciąż ciężko przychodziło jej nawiązywanie relacji z innymi ludźmi, ale uczyła się i otwierała – dzięki Alowi, który niesamowicie ją kochał.
Elena i Cristian na jakiś czas wrócili do Rumunii, do swojego dziadka.
Albert Nott zaczął umawiać się z Dominique Weasley, czym wszystkich zaskoczył. Ale wyglądało na to, że był szczęśliwy. I to liczyło się najbardziej.
Roxie i Jules wkręcili się w akcje pomocy odrzuconych – jak zaczęto nazywać charłaków, mugoli, którzy wiedzieli o magii i wszystkich tych, którzy byli powiązani z Łowcami. Odbyto długie rozmowy, rząd czarodziei zastanawiał się, co powinien zrobić. Każdego Łowcę potraktowano w indywidualny sposób. Nie chciano posyłać wszystkich do Azkabanu – bo jaki to miałoby sens? By pojawiła się kolejna organizacja, niezadowolona z takiego postępowania? Trochę inaczej było z wampirami i śmierciożercami… Ale w ostateczności postanowiono, że w miejscu, gdzie znajdowała się siedziba Łowców, powstanie instytut, gdzie czarodzieje, mugole i charłacy razem będą współpracować, by eksperymentować z magią i technologią. Otworzono także sekcję dla nastolatków, w której właśnie Roxie i Jules zajęli się nauką o smokach. Krowa – należąca do Weasley – o dziwo, bardzo dobrze czuła się pod ziemią i służyła do lekcji pokazowych.
Nora odbyła także szczerą rozmowę z Jamesem, w której obydwoje zdecydowali, że ich związek nie ma sensu i każdy z nich poszedł w swoją stronę. Nie wiedziała, co się teraz z nim działo.
Lucy i Joss spędzały wakacje w Norze. Dla Weasleyów był to spory szok, gdy czarna owca rodziny wróciła do domu. A jeszcze bardziej zdziwiło ich to, że dziewczyna tak wspierała Rose i całą ich rodzinę po stracie Hugona…
Hugo.
Nora próbowała wyrzucić z głowy krzyk rozpaczy Hermiony. To, jak szlochała, miotała się, wyrywała sobie włosy z głowy. Rzuciła się na Eleonorę, szarpiąc ją – nawet się nie broniła. Wiedziała, że na to zasługuje. Dopiero Kastiel i James odciągnęli zrozpaczoną kobietę od niej. Nora pragnęła coś powiedzieć. Cokolwiek. Że tego nie chciała. Że zamierzała zwrócić jej syna. Ale to nic by nie dała. Hugo odszedł. I to wszystko wina Eleonory…
Pogrzeb był straszny. Nie potrafiła spojrzeć im w oczy. W wielu z nich krył się żal – oni też uważali, że to Hugo, a nie ona, powinien żyć.
Przyjaciele zapewniali ją, że to nie była jej wina. Nic nie mogła zrobić. Ale ona… nawet nie czuła się źle. Czuła się… rozbita. Zdruzgotana. Na zawsze złamana.
Nie pomagał fakt, że Chris także się za nią poświęcił.
Czy w oczach Tamary naprawdę krył się wyrzut, czy tylko to sobie wyobrażała? Czy Rose rzeczywiście odsuwała się od niej, ilekroć próbowała do niej podejść, porozmawiać? Czy myśleli to, co mówili? Czy tak naprawdę wszyscy ją winili?
Chciała umrzeć. Chciała zwrócić im syna, przyjaciela, brata, wnuka, siostrzeńca. Chciała ożywić Chrisa i Hugona.
Nie potrafiła.
Nie mogła.
Dlatego odsunęła się… mówiąc, że to tylko na jakiś czas. Zapewniając Astorię i Dracona, że wszystko jest w porządku. Niedługo do nich wróci. Przyjaciołom powiedziała dokładne to samo, a oni stwierdzili, że ma rację. Powinna odpocząć. Uporać się z tym sama.
Ale nie była sama. Jedna osoba z nią została. Ktoś, kto jej nie oceniał. Rozumiał wszystko. Czuła się przy nim bezpiecznie. Budziła się w nocy, wyrywając się z koszmaru, a on obejmował ją i trzymał mocno. Pomagał jej. Towarzyszył. Wspierał. Dopiero niedawno zdała sobie sprawę, że go kocha. Powiedziała mu o tym, a on śmiał się ze zdumienia, jakie widniało na jej twarzy. Też ją kochał. Czuła to. I wtedy potrafiła być nawet szczęśliwa…
Westchnęła, odkładając list od Albusa na bok i uśmiechając się do Cat, która bawiła się lalkami na kocyku niedaleko niej. Dziewczynka wyszczerzyła do niej szczerbate zęby i wróciła do zabawy.  Rosierowie trafili do Azkabanu. Mała miała teraz tylko swojego brata i Norę – to oni byli jej jedyną rodziną.
– Otworzysz go w końcu?
Westchnęła, gdy poczuła, jak Kastiel siada obok niej i bierze ją w ramiona. Nawet nie zauważyła, że się zbliżył. Pocałował ją w szyję, a ona mocno się w niego wtuliła. Nauczyła się czerpać siłę z nawet najdelikatniejszego jego dotyku.
Wiedziała, o czym mówił. O liście, który otrzymała od Charliego Weasleya.
Przyjaźniłem się z Blaise’m. Wspierałem go. Często mnie odwiedzał, a ja pomagałem mu się ukryć. Chciał, byś to przeczytała.
Roxie wspomniała, że widziała kiedyś czarnoskórego mężczyznę w Rezerwacie, który odwiedził jej wujka. Tak samo Jules przypomniał sobie, że towarzyszył on Charliemu, gdy ten odnalazł go i Cristiana po ataku.
Nora miała ten list już prawie od miesiąca. Nie potrafiła go otworzyć. Ale nadszedł chyba czas…
– Pamiętaj. Jestem przy tobie – mruknął Kastiel, podając kopertę dziewczynie.
Czasami miała wrażenie, że chłopak czyta jej w myślach. Na pewno bardzo dobrze ją znał. Norze wciąż to się nie mieściło w głowie.
Szybkim ruchem dłoni otworzyła kopertę i zaczęła ją czytać – zanim by się rozmyśliła. Z każdą kolejną linijką, kolejnym słowem, łzy zaczęły pojawiać się w oczach, wypływając z nich i powoli kreśląc ścieżki na policzkach. Skończyła czytać i zgniotła pergamin, przyciskając go do piersi. Nie musiała długo czekać na reakcję Kastiela. Jeszcze mocniej ją objął i zaczął kołysać w swoich ramionach.
– Ciii… już dobrze… spokojnie…
– On… naprawdę mnie kochał – wyszlochała w końcu.
– Wiem, wiem. – Kastiel pogłaskał ją po włosach i pocałował w czubek głowy.
Wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić.
– Nie, Kastiel. – Odsunęła się od niego delikatnie, patrząc mu z powagą w oczy. – To kolejna osoba. Kolejna, która poświęciła się, bym mogła żyć. To… za dużo dla mnie. Nie potrafię… Nie wiem… – Zaczęła spazmatycznie oddychać, nie mogąc dokończyć swoich słów.
Przez kilka sekund zaległa cisza. Kastiel wiedział, że ona nie potrzebuje teraz słów. Wystarczyło to, że mocno ją obejmował.
– Teraz już na pewno nie wrócę do Hogwartu – powiedziała pewniejszym głosem. – Nie mogę.
– Dobrze.
Nora uśmiechnęła się delikatnie, gdy Kastiel tak po prostu się z nią zgodził. Ktoś inny zacząłby się kłócić, próbowałby ją przekonać, by jednak się nad tym zastanowiła. Ale nie on. On wiedział, że tego potrzebuje.
– Czyli pójdziesz jednak do Royal Academy of Music? Dobrze. Na pewno dla mnie też znajdzie się jakaś szkoła w pobliżu, a ile bibliotek będę mógł odwiedzić! – Kastiel uśmiechnął się do niej promiennie. – Nowy początek?
Nora pochyliła się, by skraść mu delikatny pocałunek. Nawet nie musiała mu mówić, jak bardzo go kochała. On wiedział. I to było cudowne.

– Powiem ci tylko jedno. Carpe diem, Kastielu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To jest już koniec. Ostateczny. Nieodwracalny.
Wpadłam na mały pomysł. Wielu z was pisało pod ostatnim rozdziałem, że niesamowicie zżyliście się z tą historią, bohaterami i że będziecie za nimi tęsknić. Ja tak samo. Więc wymyśliłam, że możecie, jeśli oczywiście będziecie mieli ochotę, napisać własne zakończenie Nowej, epilog, kontynuacje, jakieś opowiadanie i wysłać mi na maila (gabsone.nene@wp.pl). Wciąż także możecie wysyłać fanarty – bo czemu nie? :D A ja będę mogła je dodawać na mojego bloga :D Oczywiście, to tylko taki pomysł.
Żegnałam się już z wami pod ostatnim rozdziałem. Teraz tylko napiszę: Kocham was wszystkich, Potterowi Ludkowie. Ta historia jest dla mnie niesamowicie ważna i cieszę się, że mogłam się z wami nią podzielić. Że razem ją tworzyliśmy.
Tak jak już pisałam, pod epilogiem robimy sobie księgę pamiątkową.
Nieważne, kiedy przyłączyliście się do Nowej – rok temu, miesiąc, klika dni temu – lub trafiliście do niej po jej zakończeniu. Jeśli ta historia was jakoś poruszyła, wywołała uśmiech na waszych twarzach – napiszcie o tym w komentarzu. Piszcie o całej historii, o swojej przygodzie z Nową, jak na nią trafiliście, co najlepiej wspominacie.
Będę wchodziła na Nową i czytała te komentarze – a każdy z nich będzie dla mnie tak samo cenny i ważny.
Za chwilkę zaproszę was na mojego kolejnego bloga, gdzie czeka na was już prolog. Mam nadzieje, że zostaniecie ze mną…
Wiecie, co ja dobrze wspominam? Chyba odpowiadanie na wasze komentarze. Uwielbiałam to, że mam taki kontakt z moimi czytelnikami. Ile razy grożono mi śmiercią – tego nie zliczę. A ile próśb dostałam, bym oddała komuś jednego z moich bohaterów. Sałatki owocowe. Śluby w toalecie. Moja domowa koza – jedyna, która doceniała mój talent pisarski. A także to, jak gotowe byłyście stanąć w mojej obranie – dziewczyny, wiecie o czym mówię. Wtedy, gdy tak mnie skrytykowano po tym konkursie. Lub z tą ocenialnią od siedmiu boleści. Czułam wasze wsparcie i naprawdę jestem wam za to wdzięczna. Pamiętam też, jak na początku zakładałam chyba z trzy razy bloga, a później go usuwałam, bo bałam się zacząć pisać XD I nie wiedziałam, czy pisać na Onecie, czy jakichś innych stronach. I mogę wam napisać, że postać Tamary – to, że jednak była dobra – mnie samą zaskoczyło XD Także to, ze wymyśliłam tę akcję z bliznami – to od niej zaczęło się cała przygoda. A Roxie i Rezerwat – to mnie dopiero zaskoczyło! Jak ja na to wpadłam? XD
Bardzo będę tęskniła za Nową. Jeszcze raz wam dziękuję, Potterowi Ludkowie. <3
Łapcie ostatniego fanarta:
KSIĘGA PAMIĄTKOWA:


niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 30 (ostatni)

78 komentarzy:
W imię miłości…
Zachęcam do przeczytania podziękowań na końcu :)

 Była zdziwiona, że udało jej się zasnąć. Odkąd to się stało, miała okropne problemy ze snem. Bała się koszmarów, które niestety za każdym razem ją dopadały, przeplatając się z równie nieprzyjemnymi wspomnieniami…
Nie rozumiała tego, co się wydarzyło. Ale wiedziała, że to jej wina. To przez nią Hugo… on… nie mógł się obudzić.
Nim się zorientowała, jej myśli znów przeniosły ją do tamtego dnia…
– No chodź, Hugo! Zróbmy im na złość. Udowodnijmy, że nie jesteśmy małymi dziećmi i że też mamy prawo brać udział w zabawie! – wykrzyknęła, skacząc na łóżku. Znajdowali się w pustym dormitorium chłopców z drugiego roku, gdzie Lily zaciągnęła kuzyna na tajną naradę.
Hugo uniósł głowę znad książki, którą właśnie próbował czytać. Z westchnieniem zamknął ją i posłał dziewczynie zmęczone spojrzenie.
– A czy to sprawi, że dasz mi spokój?
Lily, znając swojego kuzyna, od razu wyczuła, że udało jej się go przekonać. Krzyknęła głośne ,,tak!” i rzuciła się mu na szyję.
– Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Jesteś najlepszym bratem, jakiego mam! – Przypieczętowała swoje słowa, cmoknięciem go w policzek.
Dwunastolatek wywrócił oczami, ale uśmiechnął się łagodnie do dziewczyny.
– Tylko nie mów tego Jamesowi i Albusowi. Mogłoby ich to urazić.
– O to się nie martw. Wiedzą o tym od dawna. – Zeskoczyła z łóżka i pobiegła w kierunku drzwi. Przez ramię jeszcze krzyknęła:  – Idę po rzeczy. Za pięć minut w Wielkiej Sali! Nie spóźnij się! Czeka na nas przygoda!
Jaka naiwna była… Jaka egoistyczna… Wykorzystała przywiązanie Hugona, by wpakować ich w kłopoty. Ale wtedy wydawało jej się to dobrym pomysłem… i czuła... jakby coś ją zmuszało, napędzało, by to zrobić…
Później śniły jej się momenty z ich wspólnego dzieciństwa. Od zawsze byli ze sobą blisko. Może przez podobny wiek? Albo przez ich odmienne charaktery, którymi się uzupełniali? Ona głośna, pełna życia, szalona, impulsywna. On cichy, spokojny, łagodny, spostrzegawczy. Naprawdę był jej ukochanym bratem.
Właśnie wspominała, jak kiedyś namówiła Hugona na wspólną ucieczkę z domu, gdy poczuła coś… nieprzyjemnego. Jakby szorstka, mokra rzecz dotykała jej policzka…
Usiadła gwałtownie na łóżku i ujrzała na swoich kolanach…
– Wiesiu? – spytała szeptem, wcale nie oczekując odpowiedzi. Wytarła rękawem piżamy mokry policzek i skrzywiła się. – Czy ty mnie polizałeś?
Kameleon wydawał się być podenerwowany. Wiercił się na jej kolanach, wciąż zmieniając barwę.
– O co chodzi? – Ziewnęła i zaraz syknęła, gdy zwierzę wbiło pazurki w skórę na jej udach.
Miała go już zrzucić z łóżka, gdy Wiesiu sam zeskoczył na ziemię i, jakby patrząc na nią nagląco (kameleony potrafią tak w ogóle?), zaczął kierować się do drzwi, wciąż na nią zerkając.
– Mam za tobą iść? – Nie miała pojęcia, jak na to wpadła, ale chyba to było przyczyną dziwnego zachowania Wiesława. – No dobrze.
Wstała z łóżka, założyła kapcie i szlafrok, i udała się za Wiesiem. Miała zamiar szybko to załatwić, zanim zdałaby sobie sprawę, że kameleony i tak nie rozumieją, co się do nich mówi i że to, co teraz robiła, było kompletnie pozbawione sensu…
~~*~~*~~*~~
– Lily?
Roxie ze zdumieniem rozpoznała brązowe tęczówki kuzynki, która przykucnęła koło niej i patrzyła na nią z niepokojem. Dziewczyna czuła się strasznie. Była zaspana, kończyny jej ciążyły. Z trudem udało jej się usiąść i rozejrzeć.
Pozostali wyglądali na równie zdezorientowanych i zmęczonych. Niektórzy powoli się podnosili, inni otwierali oczy, przeciągali się.
Co się wydarzyło?
Dopiero nieruchoma sylwetka dorosłej kobiety sprawiła, że wszystko sobie przypomniała.
– Ciociu! – wykrzyknęła, rzucając się do Hermiony. – Elena! Rose! Szybko!
Nigdy nie czuła tak wielkiego przerażenia i bezradności jak w momencie, gdy dopadła do ciała swojej ciotki. Kobieta leżała na brzuchu. Nieruchoma.
Drżącymi rękoma odwróciła ją na plecy… Skołtunione włosy zakryły bladą twarz, a na szacie, w miejscu, gdzie Eve Queen zatopiła swój sztylet, widniała ciemna plama…
To było dla niej za wiele. Roxie nie mogła się zmusić, by dotknąć Hermiony. Mogła tylko patrzeć na kobietę, którą znała od dziecka, która była jej ciocią – może i czasami surową, ale kochającą, łagodną, cierpliwą… Myśl, że życie z niej uleciało… że już nigdy nie spojrzy karcąco na wujka Rona, gdy ten nałoży sobie całego kurczaka na talerz, albo nie będzie odgarniała tym typowym dla siebie, matczynym gestem włosów Rose… łamała jej serce.
– Z drogi. – Usłyszała szorstki głos Eleny, gdy ta odepchnęła ją, by dostać się do kobiety.
Tuż obok niej rozległ się szloch Rose, która opadła na kolana, patrząc na ciało matki. Scorpius próbował ją objąć, ale dziewczyna wyrywała się, krzycząc. Roxie nie mogła wyobrazić sobie, co musiała teraz czuć… Dla niej samej było to ciężkie, a co dopiero, gdyby ich role się odwróciły i to jej matka…
Lily wtuliła się w Jamesa, także szlochając. Roxie nieprzytomnie zauważyła kameleona, który uczepił się ramienia dziewczynki. Fred i Lucy stali ze spuszczonymi głowami, a pomiędzy nimi znajdowała się Joss, która ściskała mocno ich dłonie. Albus… był załamany. Roxie podejrzewała, że obwiniał się za to, co się stało… że nie mógł ocalić Tamary. Obok niego nieśmiało przycupnęła na biurku Adel, którą ocaliła Rosjanka. Nott i Cristian stanęli z boku – nie chcieli im przeszkadzać. Na twarzach chłopaków malował się gorzki smutek. A Jules… nawet się nie zorientowała, a on już znalazł się obok niej, obejmując ją ramieniem w talii. I kochała go za to całą sobą.
W chwili, gdy Scorpiusowi w końcu udało się wziąć w ramiona zrozpaczoną Rose, Elena podniosła się i spojrzała na nich. A w jej oczach była… nadzieja?
– Naprawdę nie wiem, jak wielkie trzeba mieć szczęście – powiedziała cicho, pochylając się i wyjmując coś z szat Hermiony – by coś takiego przeżyć. A to wszystko dzięki temu. – Elena uniosła w górę zakrwawioną, z dziurą w środku okładki, książeczkę. – Dość cienka, ale wystarczyło. Sztylet przeszedł przez nią, uszkadzając ciało dyrektorki, ale jej nie zabijając. Będzie żyła, ale musimy zabrać ją do szpitala.
Roxie była pod wrażeniem opanowania przyjaciółki. Mimo potarganych, czarnych włosów, krwi na rękach, nigdy nie wyglądała bardziej odważnie i na miejscu, jak w tym momencie.
Ulga to niewystarczające słowo, by opisać emocje, które ich ogarnęły. Rose, tym razem łagodniej, wyrwała się Scorpiusowi i dopadła do boku matki, biorąc jej dłoń w swoje i opierając się czołem o nie. Tym razem płakała ze szczęścia.
– Niesamowite – mruknął Fred, który niepostrzeżenie podszedł do Eleny i ostrożnie wziął od niej książeczkę. – Baśnie Barda Beedle'a. Kto by się spodziewał, że po tylu latach wciąż będzie je nosiła ze sobą?
Roxie, tak jak i reszta jej rodziny, wiedziała, że Hermiona otrzymała od Albusa Dumbledore’a ten właśnie egzemplarz baśni, który także odegrał pewną rolę w zmaganiu, jakim było pokonanie Voldemorta. I ona go przy sobie wciąż nosiła… Może tak właśnie miało być? Ale nie mieli teraz czasu się nad tym zastanawiać. Musieli uratować Norę, Tamarę i dziewczyny z Rezerwatu.
Jednogłośnie stwierdzili, że Hermionę do św. Munga zabiorą Lily, Adel i Rose. O dziwo, młodsze dziewczynki nie kłóciły się ani trochę i po prostu przyjęły, że to właśnie muszą zrobić. Za to Weasley…
– Nie ma mowy – syknęła, a Roxie przez myśl przemknęło, że jej kuzynka wygląda odrobinę przerażająco. Miała w oczach taki błysk… – Myślicie, że pozwolę, byście samodzielnie ryzykowali swoje życie? Nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie w szpitalu, kiedy wy… – Głos jej zadrżał, ale kontynuowała: – Jesteście moją rodziną. Moimi przyjaciółmi. Nie wybaczę sobie, jeśli coś wam się stanie… – Dziewczyna rozpłakała się na końcu.
Roxie wymieniła się spojrzeniami ze Scorpiusem. Wiedziała, że myślą o tym samym: Rose przeszła już za dużo. Za wiele stresu, napięcia. Nie należała do słabych osób. Ale przekroczyła swoją granicę i nie była gotowa na więcej.
– Rosie… – powiedział spokojnie Malfoy, podchodząc do swojej dziewczyny. Założył pasmo rudych włosów za jej ucho i położył ostrożnie dłoń na jej talii. Przyciągnął ją do siebie, stykając ze sobą ich czoła.
– Nie. – Rose zadrgały wargi. Przymknęła powieki i westchnęła. – Nie, nie, nie. Niech idzie Elena.
Poczuli się trochę niezręcznie, patrząc na parę. Elena, wciąż skupiona na Hermionie, nawet nie zarejestrowała, że wypowiedziano jej imię. Fred po cichu rozmawiał z Lucy i Joss – ta ostatnia słodko obejmowała go w pasie. Lily siedziała na ziemi, pomiędzy swoimi braćmi, opierając głowę na ramieniu Jamesa, który z zamyśloną miną ją obejmował. Albus milczał. A może myślał? Planował, co dalej powinni zrobić? Adel bawiła się swoimi włosami, bojąc się na nich spojrzeć. Cristian zerkał na nich wszystkich po kolei, kołysząc się na piętach; wydawał się podenerwowany. Może przytłaczały go ich intensywne emocje? Roxie zdarzało się zapomnieć o jego empatycznych zdolnościach. Musiał przeżyć katorgę, gdy ich wszystkich ogarnęła rozpacz. Nott przeglądał jakieś plany, a ona i Jules… po prostu stali razem; czekali.
– Wiesz, że Elena musi pójść z nami. Może będzie w stanie pomóc, gdy ktoś zostanie ranny. – Scorpius objął ją mocniej. – Rosie… po prostu idź.
– Nie puszczę cię. Nie, nie, nie – powiedziała słabo, pobladłymi palcami rozpaczliwie ściskając jego koszulę.
– Rosie.
Na kilka sekund jej imię zawisło między nimi. Niebezpieczne. Drgające. Czekające.
– Nienawidzę cię – syknęła. Wspięła się na palce i gwałtowanie go pocałowała. Po chwili puściła go i ocierając łzy, powiedziała stanowczo: – Macie wrócić. Wszyscy. W całości. Jasne?
Nie czekając na ich odpowiedź, odwróciła się na pięcie i skierowała do swojej matki.
– Chodźcie, dziewczyny. Musimy iść.
Hermiona została ułożona na lewitujących noszach; Elena wyjaśniła Rose jak za pomocą lekkiego dotknięcia dłonią nimi kierować. I po chwili zniknęły w zielonych płomieniach kominka…
Zapadła cisza. Spojrzeli wszyscy na siebie, obawiając się tego, co zaraz miało nastąpić. Ale nie mogli dłużej czekać. Musieli działać.
– A może… poinformujemy kogoś o tym? – zaproponował nagle Fred, podając im ich różdżki, które wyciągnął z pudełeczka, w którym zostały ukryte.
– Niby kogo? Nauczycieli? Nie uwierzyliby nam. Wlepiliby nam tylko szlabany i kazali iść spać – zauważył James.
– Może aurorów lub ministra? – zastanawiała się na głos Roxie. – Ale… nie. Odsunęliby nas od tego. Stwierdziliby, że jesteśmy dzieciakami i że sami się tym zajmą. W najlepszym przypadku. W najgorszym zignorowaliby nasze słowa, uznając Łowców za jakąś bajeczkę i wtedy dziewczyny nie miałyby żadnych szans. Minister może i by nam uwierzył, ale nie dostaniemy się do niego bezpośrednio. Jesteśmy zdani na siebie.
– Na LOCH też bym nie liczył. Eve Queen miała tam wielkie wpływy. I była bardzo szanowana. Nikt nie uwierzy w jej zdradę. A zresztą… nie mamy pewności, czy nie przeciągnęła na swoją stronę innych czarodziejów. – Nott wciąż przeglądał jakieś papiery; może zastanawiał się, jak dostać się ponownie do siedziby Łowców?
– Wujek Harry? – Lucy wypuściła z ust smużkę dymu i uniosła brwi, gdy wszyscy na nią spojrzeli. – Co jest, dzieciaczki? Mu chyba możemy ufać-
– Nie mamy na to czasu! – Podskoczyli  na wrzask Albusa. Byli w wielkim szoku. Nigdy nie widzieli go w takim stanie. Al zawsze należał do nielicznego grona osób opanowanych i cichych. – Mam dość czekania! Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam stracić ani dziewczyny, którą kocham, ani mojej najlepszej przyjaciółki, więc z łaski swojej zamknijcie się i ruszcie swoje tyłki. Już!
Klatka piersiowa chłopaka gwałtownie unosiła się i odpadała, w zielonych oczach lśniła pasja pomieszana z determinacją, a ciemne włosy odstawały na wszystkie strony. Roxie przez myśl przemknęło, że Al po raz pierwszy wygląda jak prawdziwy, odważny Potter.
– Dobrze, braciszku. – James położył dłoń na ramieniu Albusa, ściskając je w geście wsparcia. – Ale jak się tam dostaniemy?
– Słyszeliście o runicznych bramach? – przemówiło do nich oko. Kawałek twarzyczki w kształcie serca, gdzie zerkało na nich oko o zielonych tęczówkach. Tylko ono wystawało zza ramienia Freda; Joss nie przepadała za wrzaskami, więc ukryła się za Weasleyem, mocno czepiając się jego ramienia i pesząc się, gdy wszyscy na nią spojrzeli. – Mo-mogę stworzyć bramę, która przeniesie nas tam, gdzie będziemy chcieli. Potrafię to. Znam się na runach. Jestem dobra ze starożytnych run, wiecie? Z historii magii też, ale za to z zaklęć jestem beznadziejna. Choć to mało ważne teraz, prawda? Już jestem cicho!
– Świetnie, Jocelyn Moone. Jesteś prawdziwym geniuszem, kociaku. – Lucy potargała włosy swojej najlepszej przyjaciółce i zwróciła się do reszty: – Ruszajmy.
~~*~~*~~*~~
(Brak perspektywy)
Siedziba Łowców Czarownic, godzina 3.42; czas do przebudzenia Morgany: 1 godzina, 18 minut.
Pokój pogrążony w półmroku. Eleganckie meble. Lśniące złotem zdobienia. Antyczna toaletka. Niewielka lampka. Srebrne lustro. Liczne szkatułki z biżuterią. Kosmetyki. I kobieta malująca usta krwiście czerwoną szminką.
Można było uznać ją za zjawiskową piękność – czas łagodnie ją potraktował. Czarne włosy miała spięte w eleganckiego koka. Smukłą sylwetkę zdobiła granatowa suknia. Stopy wsunęła w wysokie szpilki. Ale mimo swojej piękności, regularnych rysów twarzy, kształtnych ust, jej oczy… były zimne jak ocean, którego barwę posiadały.
Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna. Ubrany w elegancki garnitur; jego wypastowane buty stukały w posadzkę, gdy zbliżał się do kobiety. Ciemne włosy w niektórych miejscach przeplatały się ze srebrnymi nitkami. A twarz wyrażała pustkę, opanowane, może lekkie znużenie.
– Wszystko gotowe. Wiedźmy czekają – powiedział formalnie, stając za plecami, wciąż przeglądającej się w lustrze, kobiety.
– A chłopak? Ma ją? – Wybrała naszyjnik ze swojej licznej kolekcji i podała go mężczyźnie, by ten zapiął go na jej szyi. Dotknęła dłonią lśniącego kamienia, gdy ten spoczął nad jej dekoltem.
– Ma i jest gotowy na wymianę.
Kobieta odchyliła głowę i roześmiała się pogardliwie.
– Nie mam pojęcia, w kogo on się wrodził. Chyba byliśmy dla niego za łagodni. Ale jeśli naprawdę zależy mu na tym bękarcie… Dostanie dzieciaka. – Odwróciła się do swojego męża, obejmując go za szyję. – Trzeba było mnie nie zdradzać. Teraz przynajmniej nie mielibyśmy problemów z tym bachorem – mruknęła niebezpiecznie niskim głosem.
Mężczyźnie zadrgała prawa powieka.
– Cassandro…
– Wiem, wiem – przerwała mu, przechylając głowę w bok i z zimnym uśmiechem obserwując go niczym drapieżnik swoją ofiarę. – Ciekawy mechanizm. Zauważyłeś? – Błyskawicznie zmieniła temat, na razie mu odpuszczając. – Każdy czegoś chce. Wiedźmy nowych, młodych ciał. Charłacy akceptacji w świcie czarodziei. Mugole prawdy, dostępu do wiedzy magicznej. Śmierciożercy zemsty. Wampiry bezpieczeństwa i życia bez zasad. Czarodzieje wygody i dominacji. Kastiel swojej bękarciej siostrzyczki. A my? – Odeszła od męża, by znów przejrzeć się w lustrze. – Władzy. Jeśli możemy ją zdobyć dzięki Morganie… czemu nie zaryzykować?
Wymienili się spojrzeniami w lustrze. Następnie, już bez zbędnych słów, skierowali się do drzwi windy…
~~*~~*~~*~~
(Brak perspektywy)
Czas do przebudzenia Morgany: 56 minut.
Korytarzem szedł chłopak, prowadząc przed sobą związaną dziewczynę, która próbowała mu się wyrwać; długie, blond włosy miała potargane, oczy zaczerwienione, wściekłość na twarzy. Eskortowało ich dwóch Łowców – jeden mugol z pistoletem w rękach oraz ciemnowłosa, drobna czarodziejka. Nikt nie zwracał uwagi na przekleństwa wypowiadane przez dziewczynę, a także na stawiany przez nią opór.
Dotarli pod strzeżone przez dwóch Łowców drzwi, za którymi znajdowała się wielka sala. Weszli do środka, a ich oczom ukazały się następujące rzeczy: sporej wielkości stół w centralnej części pomieszczenia, z ułożonymi na nim różnymi składnikami i lśniącym, bardzo starym pergaminem – zaklęciem ożywiającym. Wokół niego zgromadziły się cztery wiedźmy.
Królowa Maeve, zwana także Eve Queen. Dawniej piękna, rudowłosa kobieta. Potężna Irlandka. Służąca kiedyś dobrej sprawie, szkoląca młodych czarodziei.
Cliodna – także pochodząca z Irlandii, żyjąca w średniowieczu. Zwano ją driadą. Małomówna. Tajemnicza. Potrafiąca zmienić się w pięknego, morskiego ptaka. Dawniej pomagała ludziom, leczyła ich. Na jej ramieniu siedziały trzy małe ptaszki, równie milczące jak ich towarzyszka.
Kirke – najstarsza z nich wszystkich. Ta, która obcowała z samym Odyseuszem, zamieniając jego towarzyszy w świnie. Można nazwać ją jedną z pierwszych, zagorzałych feministek. Wróżbitka. Córka bogów.
I najgorsza z nich… Postrach wszystkich dzieci na całym świecie… Przerażająca kanibalka… Mieszkająca kiedyś na terenie obecnej Rosji… Baba Jaga.
Wygląd czterech wiedź można było określić jednym słowem: starość. Rozkładające się, ledwo trzymające się w całości ciała. Stare, słabe kości. Zmarszczki na twarzach. Siwe, przerzedzone włosy. Brak zębów. Trudno było uwierzyć, że trzy z nich były kiedyś niesamowitymi pięknościami… Baba Jaga podobno nigdy nie należała do najbardziej urodziwych osób.
Oprócz nich w pomieszczeniu znajdowało się małżeństwo wraz z małą dziewczynką – może sześcioletnią; miała błękitne oczy oraz ciemne włosy, związane w długiego, grubego warkocza – a także cztery młode dziewczyny, zamknięte w klatce, która wyglądała jak szklany, mały pokoik. Jedna z nich, z kruczoczarnymi włosami, wciąż waliła pięścią, kopała w ściany, próbując się uwolnić. Nadaremnie.
Drzwi zatrzasnęły się za nimi; dźwięk ten rozniósł się echem po przestronnym pomieszczeniu. Oczy zgromadzonych skierowały się na nowoprzybyłych.
– Kastielu! Myślałam, że już nie przyjdziesz. Wiesz, że czas nas goni – powiedziała Cassandra, gestem dłoni przywołując do siebie syna. – Widzę, że nasz plan wypalił. Udało ci się zwieść Malfoyównę. – Spojrzała na prowadzoną przez niego dziewczynę jak na przepyszny kąsek. – Eleonora, prawda?
– Pieprz się – syknęła Nora, wciąż próbując wyrwać się Kastielowi. – Nic nie zdziałasz. I tak wam nie pomogę
 Cassandra pokręciła głową z udawanym smutkiem i westchnęła z rozczarowaniem.
– A myślałam, że jesteś odrobinę inteligentniejsza. Nie potrzebujemy twojej zgody. – Zamyśliła się przez chwilę. – A nawet jeśli… zależy ci chyba na życiu twojej przyjaciółki, twoich wszystkich przyjaciół? Jak znam życie, już tutaj zmierzają. To tylko kwestia czasu, gdy zjawią się w naszych skromnych progach. Nikt nie będzie ich zatrzymywał. Chcę, by to ujrzeli. Na kimś także trzeba będzie przetestować moc Morgany... Idealnie się do tego nadadzą.
– Jeżeli myślisz… – zaczęła odpowiadać, ale przerwało jej szarpnięcie. Kastiel spojrzał na nią beznamiętnie i znów pociągnął za więzy, sprawiając jej ból.
– Dość tego. Mamy umowę. – Pchnął na posadzkę Norę i przeniósł spojrzenie na swoich rodziców. – Oddajcie mi moją siostrę.
– Przyrodnią siostrę – poprawił go pan Rosier, który brutalnie ściskał za ramię małą dziewczynkę. – I wiesz, że będziesz musiał tu jeszcze trochę zostać. Puścimy cię dopiero, jak to wszystko się skończy.
– Wiem. Ale ona przynajmniej będzie już w bezpiecznym miejscu.
Mężczyzna przez kilka sekund patrzył swojemu synowi w oczy.
– Dobrze. Idź do niego, Cat.
Wystraszona dziewczynka pobiegła do swojego brata. Chłopak ukucnął i przytulił siostrę, gdy ta rzuciła się mu na szyję. Pocałował ją w czubek głowy, a później delikatnie odsunął ją na wyciągniecie ramienia.
– Cat, pójdziesz teraz z Ruth. Dobrze? Poczekasz na mnie. Niedługo przyjdę.
– Kocham cię – mruknęła mała i podeszła do czarodziejki, która przybyła z Kastielem i która wyprowadziła ją pospiesznie z pomieszczenia.
Cassandra podniosła Norę, trzymając ją przed sobą w taki sam sposób jak przed chwilą jej syn. Dziewczyna wciąż się wyrywała, mimo tego że była unieruchomiona. Raz udało jej się nawet walnąć głową w podbródek kobiety.
– Może wyjmę Rosjankę z klatki. Powinno to trochę ostudzić Eleonorę – zaproponował Kastiel i ruszył, by to wykonać, gdy matka skinęła mu głową na zgodę.
Cassandra syknęła do ucha swojej zakładniczki:
– Jeden fałszywy ruch, a twojej przyjaciółeczce stanie się krzywda.
Nora zamarła, dysząc. Z bezsilności? Wściekłości?
– Tak lepiej. – Cassadra odwróciła się do wiedźm. – Możemy zaczynać?
Eve Queen przytaknęła, a później kazała zaprowadzić Eleonorę do środka kręgu, narysowanego na posadce. Każda z wiedźm zajęła miejsce w jednym z fragmentów koła tak, że znajdowały się naprzeciwko siebie. Kastiel stanął nieopodal, trzymając przed sobą Tamarę – dziewczyna nie wyrywała się, czując na swojej szyi ostrze sztyletu. Rosierowie obserwowali wszystko z bezpiecznej odległości, przywołując do siebie dwóch strażników. Mugol, który przybył z Kastielem, stanął przed klatką z uwiezionymi dziewczynami.
Proces przebudzenia Morgany rozpoczął się.
~~*~~*~~*~~
Czas do przebudzenia Morgany: 15 minut.
Wiedzieli, że coś było nie tak. Nie spotkali żadnego strażnika. Bez problemu dostali się do siedziby Łowców i teraz biegli do miejsca, gdzie prawdopodobnie znajdowała się Nora.
– Tamara w notatkach napisała, że to wydarzy się tutaj – powiedział Nott, pokazując im zaznaczone pomieszczenie na planie. – Ale skąd ona mogła wiedzieć…?
– A czy to ważne? Nie mamy na to czasu! Chodźmy! – Al jako pierwszy skierował się w kierunku siedziby Łowców. Musieli za nim podążyć.
Roxie miała złe przeczucia. Ale nie mogli już zawrócić.
Zastanawiała się, jak to wszystko się skończy. Może patrzyła na swoich przyjaciół, rodzinę po raz ostatni? Może się spóźnili i nie zdołają powstrzymać Eve Queen, Łowców? Może nigdy więcej nie poczuje ciepła dłoni Julesa, smaku jego pocałunków?
Jakim cudem znaleźli się w takiej sytuacji? Rok temu jedynym jej problemem było to, że ten dupek, którego imienia nawet nie mogła wymówić, zaciągnął ją do łóżka, a później zostawił – o czym wiedział tylko Scorpius… Rok temu chciała się wyrwać z Hogwartu, zapomnieć. Nigdy nie przypuszczała, że wyjazd na smoczą wymianę przyniesie ze sobą takie… rewolucje.
Spojrzała na nich wszystkich. Na biegnących w ramię w ramię Jamesa i Albusa – dwóch braci, którzy wcześniej siebie nie cierpieli i którzy tak bardzo się zmienili... Na jej brata bliźniaka… Kto by pomyślał, że Fred w końcu wydorośleje, przestanie skupiać się tylko na Quidditchu i zwiąże się z Panną Katastrofą? Na Joss – wcześniej niezauważaną, zawsze wyśmiewaną. I ona na końcu tak bardzo im pomogła i szła z nimi, mimo swojego strachu. Na Lucy – czarną owcę rodziny, która podobno nigdy niczym się nie przejmowała i na niczym jej nie zależało… A miała wielkie, puchońskie serce. Na Scorpiusa, który nie powinien nawet się do nich odzywać jako Malfoy, a który razem z nimi ryzykował, by ocalić swoją siostrę. Na Elenę – jedną z największych niespodzianek. Roxie nie przypuszczała, że ta łagodna, miła dziewczyna będzie potrafiła przezwyciężyć strach i być tak stanowczą, gdy chodziło o ratowanie życia drugiego człowieka. Na Cristiana – miała go wcześniej za zwykłego błazna, ale on ją zadziwił, wdzierając się w jej życie i zajmując w nim, może nie najważniejsze, ale na pewno bardzo ważne miejsce. Na Notta – dziewczyna nie znała go za dobrze, ale od zawsze imponowali jej ludzie stanowczy i waleczni. Czasami miała wrażenie, że byli do siebie bardziej podobni niż chciałaby to przyznać. Na pewno dobrze go rozumiała. I na końcu na Julesa… którego kochała i – gdyby mogła – to z chęcią ukryłaby go gdzieś, by przeczekał to wszystko w bezpiecznym miejscu. Ale wiedziała, że nigdy by jej na to nie pozwolił…
– To tutaj – powiedział Albert, stając przed podwójnymi, ciemnymi drzwiami.
– Idziemy. – Albus ruszył przed siebie, nie oglądając się na nich.
Weszli do pomieszczenia, a tam…
– O. W końcu jesteście – przemówiła na ich widok piękna kobieta, znajdująca się w głębi sali.
– Tamaro!!! – krzyknął Al, gdy spostrzegł swoją dziewczynę trzymaną przez jakiegoś ciemnowłosego chłopaka.
Roxie z szokiem rozpoznała w nim Łowcę, który pomógł jej w Rezerwacie. Białe pasmo we włosach… Wszystko się zgadzało. Ale wtedy towarzyszył mu jakiś blondyn…
Z trudem udało jej się ogarnąć, co działo się w sali. Widziała tylko dwoje ubranych elegancko dorosłych, przed którymi stali uzbrojeni strażnicy, a także klatkę, gdzie zauważyła dziewczyny z Rezerwatu. A w głębi pomieszczenia… sylwetkę Nory, leżącej w kręgu światłości, wokół którego krążyły cztery staruszki.
Ruszyli biegiem, ściskając w dłoniach różdżki. James jako pierwszy rzucił zaklęcie, ale odbiło się ono od niewidzialnej ściany, dzielącej salę na pół. Dobiegli do niej. Roxie próbowała przebić ją kopnięciem, ale spowodowało to tylko, że odrzuciło ją i poraziło prądem.
– Co do cholery…? – mruknęła nieprzytomnie, gdy Jules pomógł jej wstać.
– Myśleliście, że tak łatwo się do nas dostaniecie? – Kobieta podeszła do dzielącej ich bariery, uśmiechając się okrutnie. – Naiwni… Bardzo cenię sobie prywatność. Ale za to będziecie mogli obserwować ten historyczny moment. Gdy wasza przyjaciółeczka użyczy swojego ciała Morganie…
 Scorpius wciąż rzucał tylko sobie znane zaklęcia w barierę, uchylając się przed nimi, gdy się odbijały i przeklinając pod nosem. A reszta z nich… nic nie mogli zrobić.
– Nie możemy na to pozwolić. To nie może się tak skończyć – wykrztusił Fred, ściskając mocno dłoń przerażonej Joss.
– Widzicie… dokładnie za pięć minut Morgana będzie już z nami. A wtedy świat, jaki znacie, przestanie istnieć. – Kobieta bawiła się doskonale, śmiejąc się z ich bezradności.
– Tylko… nie rób nic Tamarze. Błagam – powiedział rozpaczliwie Al, nie spuszczając z oczu sylwetki swojej dziewczyny.
– Wy naprawdę jesteście idiotami. Wszyscy zginiecie. Tak trudno to zrozumieć? – Uśmiechnęła się do nich perfidnie i odwróciła się, by obserwować to, co działo się w kręgu.
Roxie miała wrażenie, że śni. Albo że ogląda zdjęcia, powolnie zmieniające się z każdym mrugnięciem powiek. Odszukała dłoni Julesa i razem patrzyli…
~~*~~*~~*~~
Czas do przebudzenia Morgany: teraz.
Czekała na to od stuleci. Potrafiła być cierpliwa. A wiedziała, że kiedyś na pewno to nastąpi…
Jej duch zmaterializował się w kręgu. Stanęła nad ciałem dziewczyny, patrząc na nie z podekscytowaniem. Już niedługo… Krótka chwila dzieliła ją przed wejściem w nie… A wtedy… nareszcie! Znów będzie żyła!
Proces łączenia się duszy z nowym ciałem nie należał do przyjemnych. Musieli jej wybrać silną osobę; ciało, które wytrzyma jej moc.
Z sykiem wniknęła w dziewczynę. I poczuła, że żyje.
Minęło kilka sekund. Czymże one dla niej były? Niczym w obliczu jej dawnego stanu.
Powoli podniosła się, patrząc na swoich wiernych zwolenników – zapewne nimi właśnie byli ludzie wokół niej.
Otworzyła usta, by przemówić, ale wtedy… poczuła, że coś poszło nie tak. Szarpnięcie w piersi.
– Morgano! – Usłyszała głośny krzyk, ale nie mogła na niego odpowiedzieć…
Ciało upadło, a ona wróciła tam, skąd przybyła…
~~*~~*~~*~~
Cisza.
Po wszystkim.
Ale co się wydarzyło?
Widzieli ducha kobiety. Widzieli, jak wniknął on w Norę. Widzieli, jak ich przyjaciółka podniosła się, nie będąc już sobą. I widzieli, jak nagle… padła. Krąg przestał lśnić. Skończyło się.
Eve Queen ostrożnie podeszła do ciała Nory, pochylając się i sprawdzając jej puls. Nikt nie śmiał nawet drgnąć. Staruszka podniosła się i spojrzała na nich.
– Martwa – zawyrokowała.
– Nie!!! – zbiorowy wrzask rozległ się w sali.
Krzyczeli wszyscy. Roxie, cała ekipa z Hogwartu, Tamara – w ich krzyku była rozpacz. Wiedźmy – odrobinę ciszej, z przerażeniem. Eleganckie małżeństwo – z wściekłości, poczucia porażki, sprzeciwu.
Roxanne poczuła, jak z jej oczu wypływają łzy. Nie mogła się zmusić, by spojrzeć na ciało Nory – dziewczyny, która dla nich wszystkich znaczyła tak wiele. Albus opadł na kolana, szlochając w dłonie. James głośno dyszał, gryząc z rozpaczy swoją pięść. Joss wtuliła się w Freda, który płakał w jej włosy. Lucy odwróciła się do nich plecami, by nie widzieli jej łez. Scorpius wciąż walił zaklęciami w barierę – głos mu zachrypł od wrzasku. Elena, Jules i Cristian jakby się zmówili – stanęli obok Roxie, wspierając ją. A Nott… płakał równie mocno jak cała reszta. Wyglądał jak mały, bezbronny chłopiec.
– Jakim cudem…? To nie może być prawda! Miała to przeżyć! Przecież przepowiednia… – Kobieta miotała się wściekle po drugiej stronie bariery.
– Cassandro… – Jej mąż wyciągnął do niej rękę.
– Nie, Gordonie! Nie rozumiesz! Co my teraz zrobimy?! Przepowiednia-
Nigdy nie dokończyła swoich słów. Wtedy bowiem stała się rzecz przedziwna. Tamara, o dziwo już wolna i z różdżką w dłoni, krzyknęła zaklęcie, które sprawiło, że Cassadra, Gordon i dwójka Łowców zostali spętani węzłami. W tym samym czasie Kastiel rzucił jakąś rzeczą w wiedźmy, co spowodowało, że padły one nieprzytomne – a może martwe? – na ziemię. W dodatku jakiś brązowowłosy chłopak, którego Roxie dopiero w tym momencie zauważyła, uwolnił dziewczyny z Rezerwatu ze szklanej klatki.
– Co na Merlina…? – wymamrotał Al, wciąż będąc na kolanach.
Tamara, nie zważając na krzyki eleganckiego małżeństwa, wraz z czarnowłosym chłopakiem, skierowała się w ich stronę. Na szyi Rosjanki lśniła krwawa linia, włosy miała w kompletnym bałaganie i Roxie z szokiem zarejestrowała, że dziewczyna szlochała; płakała tak mocno, że jej towarzysz – z którego oczu także płynęły łzy – musiał ją przytrzymywać.
Chłopak dotknął dłonią bariery, a ta od razu opadła. Momentalnie Albus rzucił się, by wziąć w ramiona Tamarę, a James, Nott i Scorpius dopadli do przyjaciela Rosjanki, okładając go pięściami.
– Nie! To nie wina Kastiela! – krzyknęła Łukiniczna, próbując rozdzielić chłopaków. Spojrzała błagalnie na Ala. – Proszę! Zaraz wszystko wytłumaczę!
Albus skinął głową i z pomocą Cristiana i Julesa powstrzymali ich przed zmasakrowaniem Kastiela.
Chłopak, o czarnych włosach z białym pasmem, spojrzał na nich zrezygnowany.
– Zasłużyłem na to – mruknął, siadając na ziemi, gdzie został powalony. – Zasłużyłem nawet na śmierć. Pozwoliłem, by on…
On? – powtórzyła zaciekawiona Joss, która wciąż obejmowała Freda. – Jaki on?
Elena podeszła do chłopaka i zaczęła oglądać jego zranioną twarz. Pokręciła ze współczuciem głową i wyjęła różdżkę, by rzucić zaklęcie uzdrawiające. Chłopak złapał ją za dłoń.
– Nie trzeba – szepnął. – Mogłabyś mi bardziej zaszkodzić niż pomóc. Tak jakby nie toleruję magii.
Zatkało ich. Roxie zerknęła na Elenę z uniesionymi brwiami. Jak można być czarodziejem i nie tolerować magii…?
– Jaki on? – powtórzyła już trochę zniecierpliwiona Joss.
– Spójrzcie.
Kastiel machnął ręką w miejsce, gdzie znajdowało się ciało Nory. Z niechęcią skierowali tam spojrzenia… I z szokiem zarejestrowali, że osobą leżącą wcale nie była Eleonora, ale ktoś zupełnie inny…
– Kto to jest? Gdzie jest Nora? – Scorpius zacisnął pięści, zadając pytania, które wszyscy mieli w głowach.
– Christopher? Czy to jest Chris? – Fred zrobił krok do przodu, rozpoznając swojego przyjaciela z dzieciństwa.
– To nie może być on – mruknął James, który jako pierwszy ruszył do jego ciała. Odgarnął z twarzy chłopaka blond włosy i rozpłakał się, zdając sobie sprawę, że to naprawdę Cormac. – To on…
– Ale jak? – Lucy upuściła papierosa, którego próbowała od kilku sekund zapalić, na co nie pozwalały jej drżące dłonie.
– I dlaczego? – spytał Albus, patrząc trochę nieufnie na płaczącą Tamarę. – Oszukałaś mnie?
– Al… – Dziewczyna wyciągnęła do niego dłoń, ale on ją odepchnął.
– Nawet nie wiesz, jak się martwiłem! Umierałem z niepokoju – syknął, patrząc na nią ze złością.
– Wiem – mruknęła, robiąc krok do przodu. – Wiem, Al.
Mimo tego, że drżał z wściekłości, objął ją mocno i wtulił twarz w jej włosy.
– Nigdy… nigdy więcej mi tego nie rób.
Dziewczyna mocno go do siebie przygarnęła, zastygając w takiej pozycji. Roxie miała wrażenie, że szybko go nie puści…
– Co z Norą? – spytała, odwracając się do Kastiela. – O co w tym wszystkim chodzi?
– Zaprowadzę was do niej. A później wszystko opowiem. To długa historia.
~~*~~*~~*~~
Nora miała bardzo niejasne sny. Pojawili się w nich Blaise, Hugo, Albus i pozostali jej przyjaciele. Ale przez większość czasu miała wrażenie, że leci… Unosi się… Skacze… Szybuje…
Nagle ktoś w gwałtowny sposób to przerwał.
Siadła z jękiem i od razu została porwana przez kogoś w ramiona. Nie rozumiała słów, które wiele osób do niej krzyczało. Ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że przytulał ją Scorpius. Później ją puścił, a jego miejsce zajął Albus, następnie Tamara, James, Fred, Joss, Lucy, Roxie, Nott, a nawet Elena, Jules i Cristian. Gdy w końcu ją zostawili, dziewczyna miała mętlik w głowie.
– Co wy tutaj robicie? – zapytała sennie, próbując coś sobie przypomnieć. – Nie powinno was tutaj być! Jesteśmy w kwaterze Łowców! Zwariowaliście?!
– Gdybyś umarła, tak bardzo byśmy za tobą tęsknili – powiedział Fred i poczochrał jej czule włosy.
– Umarła…? Co ty wygadujesz…? – spytała, marszcząc brwi. Nagle wszystko sobie przypomniała. Sapnęła z oburzenia. – Kastiel! On mnie uśpił! Dlaczego-
– By ciebie chronić – rzekła Tamara, uśmiechając się smutno.
Wtedy właśnie Nora zauważyła Rosiera – stał w sporej odległości od nich. Dziewczyna rzuciła się i chciała mu przywalić, ale wtedy zauważyła jego twarz. Serce podeszło jej do gardła. Zatrzymała się przed nim, patrząc mu w oczy.
– Co się stało? – spytała szeptem, delikatnie dotykając jego opuchniętej twarzy. – Jestem wściekła, że mnie uśpiłeś, ale nie spodziewałam się, że od razu wpakujesz się w kłopoty. – Skrzywiła się równocześnie z chłopakiem.
Kastiel złapał ją za dłoń, splatając ich palce ze sobą.
– Muszę ci wiele wytłumaczyć…
Nora zarumieniła się, czując palące spojrzenia swoich przyjaciół na swoich plecach.
– To wszystko, co mi powiedziałeś, zanim mnie uśpiłeś… Czy to o to chodzi? – Mimo że nie miała powodów, by mu ufać, jej zdradliwe serce wciąż coś do niego czuło… i tak łatwo nie przekona go, że nie powinno.
– Jest tego o wiele, wiele więcej…
Gdy przyjaciele streścili jej, co wydarzyło się, odkąd została uśpiona, nie mogła w to uwierzyć. Najpierw słuchała o tym, jak włamali się do siedziby Łowców, uwolnili dziewczyny z Rezerwatu, Tamara została zraniona w rękę (teraz było już o wiele lepiej, zapewniła ją Rosjanka), o powrocie do Hogwartu, zdradzie Eve Queen, Hermionie, którą wiedźma kontrolowała, jak zostali uśpieni, a dyrektorka prawie zabita i o tym, jak Wiesław (odważny super agent) przyprowadził do nich Lily, która ich obudziła. Dalej opowiadali, jak ponownie znaleźli się w kwaterze Łowców i o tym, jak myśleli, że ją stracili… I gdy dowiedzieli się, że to Chris zginął, a nie ona… Później przybył Harry Potter wraz ze swoimi ludźmi i to oni zajęli się Łowcami, wiedźmami i Rosierami, a także ciałem Cormaca… W tym momencie do opowieści włączył się Kastiel…
– Na wstępie powinniście wiedzieć, że jestem charłakiem. To dość ważna, może najważniejsza, kwestia – powiedział i spuścił wzrok, by nie widzieć ich zdumionych spojrzeń. Rozpoczął swoją historię…
~~*~~*~~*~~
Może was to zdziwi, ale znamy się z Tamarą od dzieciństwa. Tak samo z Chrisem… Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Poznaliśmy się na jednym z obozów letnich. Tych, gdzie bogaci czarodzieje wysyłają swoje dzieci, by obcy ludzie nauczyli ich czytać, pisać przed wyjazdem do szkoły magii. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nigdy tam nie trafię… Po raz pierwszy pojechałem tam, gdy miałem sześć lat. Tamara była w moim wieku, Chris o rok starszy. Na początku ani trochę za sobą nie przepadaliśmy. Ja – największy odludek, wciąż siedzący w książkach. Oni – osoby z problemami, których rodzice zostali zamordowani. Starsze dzieciaki często mi dokuczały; śmiały się z moich okularów – zazwyczaj je niszczyli – a także z tego, że moja magia jeszcze się nie objawiła. Pewnego dnia Chris i Tamara stanęli w mojej obronie. Tak zaczęła się nasza przyjaźń.
Nauczyłem ich czytać. Mara od zawsze miała problemy z nauką. (Nie patrz tak na mnie. Taka prawda!). A Chris bardzo szybko się dekoncentrował i – jeśli choć trochę go znacie, to wiecie – był największym pesymistą na świecie. Wciąż się buntował, mówił, że literki nie mają sensu. Ale w końcu się udało.
Co roku spotykaliśmy się na obozie. Aż do czasu, gdy Chris wyjechał do Hogwartu, a ciotka Tamary zatrzymała ją w LOCHu, a – gdy ta miała dwanaście lat – posłała ją do szkoły w Rezerwacie.
Ale kontakt nam się nie urwał. Wciąż pisaliśmy do siebie listy, spotykaliśmy się w wakacje, w czasie przerw świątecznych. Później, gdy mieliśmy czternaście, a Chris piętnaście lat, nasz przyjaciel… miał jakiś kryzys. Przestał się do nas odzywać.
Dalej było już coraz gorzej. Moim rodzicom coś odbiło; od zawsze uważali, że hańbą dla nich jest fakt, że mają syna charłaka. Zaczęli wmawiać mi, że świat czarodziei źle mnie traktuje, że oni mogą to zmienić. A chodziło im tylko o władzę… Dopiero po czasie poinformowali mnie o tym, że istnieje taka organizacja jak Łowcy – do której dołączyli i szybko stali się przywódcami – i że moje talenty mogą im się bardzo przydać. Od zawsze dużo czytałem i tworzyłem urządzenia, gdzie mieszałem magię z nowoczesną technologią, a nawet odkryłem, jak neutralizować działanie różdżek… Moi rodzice postanowili to wykorzystać. A z łatwością mogli mnie szantażować. Moją młodszą siostrą – Catheriną – dzieckiem, które zostawiła ojcu jego kochanka.
Powiedziałem o tym tylko Tamarze, a ta poinformowała mnie, gdy w szeregach LOCHu pojawiła się Eve Queen. Podejrzewaliśmy, co się dzieje. Ale nie mieliśmy stu procentowej pewności.
Nagle znikąd pojawił się Blaise Zabini, który powiedział Eve o tobie, Noro – dziewczynie z przepowiedni. Ale wszystkie szczegóły podał tylko Tamarze, która została wysłana do Hogwartu wraz ze swoim kuzynem, Nottem.
– Wtedy skontaktowałam się z Chrisem. Beznadziejnie zakochanym. Dopiero co porzuconym… Nidy nie widziałam go w takim stanie. Naprawdę ciebie kochał – powiedziała Tamara, zwracając się do Nory. – Nawet nie wyobrażasz sobie jak mocno… Miał trudny charakter. Wiele przeszedł w życiu. Ale kochał cię całym sobą i, gdy zrozumiał, że ty nigdy go nie pokochasz w ten sam sposób, postanowił zrezygnować… Chciał, byś była szczęśliwa. Ale cały czas nad tobą czuwał. Zmusiłam go do odnowienia naszej wspólnej przyjaźni. Zbyt wielkiego wyboru nie miał…
Tak właśnie było. Gadał o tobie bez przerwy. To czasami robiło się irytujące. Choć nakreślił całkiem interesujący twój obraz i… miałem wrażenie, że chce nas ze sobą zeswatać, ale chyba nie powinienem o tym mówić… I gdy spotkaliśmy się na balu, już trochę o tobie słyszałem…
*Wspomnienie*
– Co zrobiłeś?! – wykrzyknął Chris, patrząc na swojego najlepszego przyjaciela z niedowierzeniem.
– Eeem… Powiedziałem, by pocałowała chłopaka, który jej się podoba? To chyba nienajgorsza rada. – Kastiel przesunął okulary na czubek głowy i oderwał wzrok od swojej książki.
Znajdowali się w mugolskiej kawiarni w Londynie. Postanowili się spotkać, korzystając z przerwy świątecznej i odrobiny wolnego czasu. Siedzieli na wygodnych fotelach, na stoliku między nimi znajdowały się dwie filiżanki z kawą, z których unosiły się smużki pary, a także cztery książki należące do Kastiela.
Chris z jękiem ukrył twarz w dłoniach, mamrocząc coś o idiotach, molach książkowych i odludkach w jednej osobie.
– A tym chłopakiem jest Potter! Gratuluję, Rosier. Niszczysz moje plany – powiedział, patrząc na niego groźnie zza palców. – A to niby ja jestem tym aspołecznym…
– Z chęcią usłyszałbym więcej o twoich planach… Zwłaszcza o tym związanym z Morganą… – Ściszył głos, próbując wyczytać coś ze skrzywionej twarzy Christophera.
– Dowiesz się, gdy nadejdzie czas. – Westchnął i zamyślił się. – Ale wracając: idioto! Czy muszę ci to powiedzieć prosto w twarz: ty i Nora idealnie do siebie pasujecie. Bylibyście ze sobą szczęśliwi.
Kastiel zakrztusił się kawą, którą w nieodpowiednim momencie zaczął pić. Pozwolił się poklepać w plecy i odetchnął. A później wytrzeszczył oczy na Chrisa.
– Myślałem, że ją kochasz! Dlaczego, więc-
– Bo ona nie kocha mnie. To chyba proste, prawda? – Chłopak odchylił się w fotelu i wpatrzył w sufit. – Ale mogłaby pokochać ciebie. I zrozumiałaby, że jesteś zdecydowanie więcej wart niż Potter.
– A ty znowu o tym… – Kastiel pokręcił głową, ale uśmiechnął się z rozbawieniem. Czasami miał wrażenie, że Chrisa nikt nie potrafił zrozumieć. Był tak specyficzny, dziwny w swoich uczuciach. Ale przy tym naprawdę dobry. Tak szczerze, jak rzadko się to zdarzało w dzisiejszych czasach… – Czyli wszystko zepsułem, mówiąc jej, że powinna pocałować tego chłopaka?
– Schrzaniłeś sprawę, stary. Ale może jeszcze zdołamy to naprawić…
I Chris znów zaczął opowiadać o Eleonorze Zabini, która skradła mu serce, lecz go nie chciała… A on potrafił to zrozumieć i zaakceptować. Czasami zdarzała się taka miłość…
*Koniec wspomnienia*
Tak… Teraz już trochę więcej wiecie. Ale to nie koniec…
Chris dowiedział się, że jego rodzice zostali przemienieni w wampiry. Długo zastanawiał się, czy do nich dołączyć. Przez znajomość z Tamarą miał dostęp do LOCHu, ale stwierdził, że naprawdę sprawę ułatwiłoby nam, gdyby znalazł się po mojej stronie. W siedzibie Łowców. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że powoli realizuje już swój plan. A gdy nam o tym powiedział…
Nie chcieliśmy się zgodzić. Naprawdę. Błagaliśmy go. Przekonywaliśmy. Mówiliśmy, że znajdziemy inny sposób. Ale on był nieugięty. Jako prawdziwy Gryfon chciał uratować nas i oczywiście Norę…
Wpadł na pomysł, że ściągniemy Eleonorę do siedzimy Łowców, gdzie mieliśmy ją uśpić, a wtedy Chris wypiłby Eliksir Wielosokowy i przemieniłby się w Norę… Resztę jego planu już znacie. Tamara próbowała jeszcze, razem z wami, wykraść zaklęcie ożywiające – mnie rodzice wciąż mieli na oku – by Christopher nie musiał się poświęcać… Ale przechytrzyli nas; zmienili miejsce ukrycia zaklęcia. Chris wciąż przekonywał, że on chce to zrobić, że musi to zrobić. To jedyny sposób, by nic się nie stało mojej siostrze i Norze… A ja… jako charłak nie mogłem wypić Eliksiru Wielosokowego. To mogłoby mnie zabić. Jak już mówiłem – mój organizm nie toleruje magii.
Do końca życia będę się za to obwiniał. Powinniśmy znaleźć inny sposób… Inną opcję… To powinienem być ja…
Chris słusznie przewidział, że jego ciało nie zniesie obecności ducha Morgany w sobie i to ją zniszczy… i on przypłacił za to życiem. Bo tak nas wszystkich kochał…
~~*~~*~~*~~
Nora nie mogła w to uwierzyć. Przytuliła Kastiela, gdy ten zaczął płakać – jej samej zbierało się na płacz. Chris… On naprawdę… On ją kochał? Jak przez mgłę zarejestrowała to, że, po ich zerwaniu, chłopak więcej się do niej nie zbliżał. Ale czy to prawda…? Czy w swoich wspomnieniach nie widziała go wciąż obok siebie, ale nauczyła się go ignorować? A on…
Nie mogła już powstrzymać łez; ukryła twarz w piersi Kastiela i płakała za przyjacielem, którego tak zawiodła i którego obydwoje, już na zawsze, stracili…
– To na nic – wykrztusiła w pewnym momencie. – Niepotrzebnie zginął. Bo ja i tak muszę umrzeć.
Poczuła, jak Kastiel zastyga; skierował na nią spojrzenie – zapłakała, widząc rozpacz w jego niebieskich oczach.
– O czym ty gadasz, Pisklaku? Czy ty nie rozumiesz-
– Muszę oddać Hugona! – wrzasnęła, przerywając Tamarze i odwracając się do swoich przyjaciół. Nie potrafiła spojrzeć im w twarz. Spuściła oczy na swoje drżące dłonie. – Muszę oddać wam Hugona… Jego dusza jest we mnie. Żyję dzięki niemu. Jeżeli nie umrę, on nigdy się nie obudzi.
Lucy była tą, która do niej podeszła. Położyła dłoń na jej ramieniu i mocno ścisnęła. Nora spojrzała na nią ze zdumieniem.
 – Nie możesz się poddawać. Nie teraz. Przeszliśmy razem tak wiele. Znajdziemy sposób, by obudzić Hugona. I przeżyjecie oboje. Zobaczysz. Kastiel nam pomoże, prawda? – Zerknęła na chłopaka, stojącego za Norą i uśmiechnęła się, gdy jej przytaknął. – Zobaczysz, wszystko będzie dob-
W tym momencie Eleonora zemdlała, padając na Lucy. Zszokowana dziewczyna przytrzymała ją razem z Kastielem. Nora dostała drgawek.
– Co się dzieje? – krzyknął przerażony Al, obserwując swoją najlepszą przyjaciółkę, do której biegła już Elena.
– Ona umiera – powiedziała Joss, obserwując miotającą się po ziemi dziewczynę.
A w tym samym czasie pewien dwunastoletni chłopiec się obudził…
~~*~~*~~*~~
Ron Weasley poprawił się na krześle i uśmiechnął na widok siedzącej obok niego siostrzenicy. Lily usnęła z głową na łóżku Hugona – w jej włosach spał mały kameleon. Wiele przeszła dzisiejszego wieczoru. Mężczyzna nie znał szczegółów; wiedział tylko, że Rose zawiadomiła o wszystkim Harry’ego i kazała udać mu się wraz z aurorami do wskazanego przez nią miejsca, by uratował, jak to powiedziała, bandę kretynów, którym zachciało się zbawiać świat.
– Na pewno nie chcesz mi o tym opowiedzieć? – spytał, gdy córka podeszła do niego i położyła rękę na jego ramieniu.
– Później, tatusiu. Nie potrafię… nie mogę teraz… – Głos jej się załamał.
Chwycił ją za dłoń i pocałował.
– Dobrze. Co z mamą?
Ron dopiero przed chwilą dowiedział się, że życie Hermiony było zagrożone. Oczywiście, Rose uspokoiła go, że nic jej już nie grozi. Już… Czasami żałował, że posiada tak mądre dzieci i żonę, którzy zawsze próbują go chronić.
Hermiona właśnie pojawiła się w drzwiach, gdy zdarzył się cud. Hugo, jego syn pogrążony od kilku miesięcy w śpiące, otworzył oczy i usiadł na łóżku – tak jakby budził się zwyczajnie jak co poranek – i spojrzał na nich czule.
– Jesteście wszyscy – powiedział, strasząc ich niesamowicie.
Lily gwałtownie się obudziła i wytrzeszczyła oczy na kuzyna. Hermiona dopadła do łóżka swojego syna i wzięła go w ramionach. On i Rose także się rzucili, by go wyściskać.
– Już dobrze, już dobrze… – Hugo roześmiał się.
W oczach Rona pojawiły się łzy. Tak dawno nie słyszał jego śmiechu…
– Hugo, ty...
– Nic nie mówcie. Mamy mało czasu.
Spojrzeli na siebie zdumieni, uśmiechy na ich ustach lekko opadły. Hermiona otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale Hugo jej przerwał:
– Mamo… – powiedział karcąco.
Kobieta zacisnęła usta i chwyciła go mocno za dłoń. Chłopiec zaczął mówić:
– Muszę odejść.
– Co ty wygadujesz…? – Lily sapnęła z oburzenia.
– Dajcie mi skończyć. – Dwunastolatek patrzył na nich tak, jakby próbował na zawsze zapamiętać rysy ich twarzy. Mówił dalej: – Jeżeli będę żył, Eleonora Zabini umrze.
I opowiedział im o łączącym go powiązaniu z Norą. Nie mogli w to uwierzyć. Ron jak przez mgłę kojarzył dziewczynę, z którą przyjaźniła się Rose i Albus. Ale jego córka, Lily i Hermiona były wstrząśnięte. Rose zaczęła płakać.
– Ale znalazłem trzecią opcję. Nie muszę być uwięziony w ciele Nory. Mogę pójść dalej. Zostawię jej moją energię życiową, a moja dusza spokojnie odejdzie. Proszę. Nie zatrzymujcie mnie. Im dłużej z wami jestem, tym ona jest słabsza.
– Nie możemy na to pozwolić… Jesteś naszym synem… Musi być inne rozwiązanie… – Hermiona objęła swojego syna, zalewając się łzami. – To przeze mnie poszliście wtedy do lasu. To ja was zmusiłam. Nie możesz umrzeć…
– Mamusiu… To nie była twoja wina. Ani twoja, ani Lily, ani Nory. Nikogo z was. Tylko Łowców i Eve Queen. A oni już swoją karę otrzymają. Nie zatrzymujcie mnie…
Ron także objął syna, milcząc. Nie wiedział co powiedzieć. Nie wiedział…
– To nie jest sprawiedliwe… – wyszlochała Rose. – Nie możemy decydować…
– Wy nie decydujecie, ja zdecydowałem. Kochajcie ją jak mnie, dobrze? Jak własną siostrę, córkę. I nie miejcie do niej żalu. To moja decyzja. Kocham was wszystkich. – Nachylił się i każdego z nich przytulił i pocałował po raz ostatni.
Później Hugon Weasley odszedł na zawsze… A Eleonora Zabini otworzyła oczy i wzięła głęboki oddech.

            KONIEC
Nora i Chris - gdyby mogli się pożegnać...
Rysunek należy do Burdge bug!

A tutaj trochę mniej poważny koniec… Trochę na poprawę humoru…
Lily Potter siedziała w szpitalnej poczekalni z Wiesławem na kolanach. Płakała.
– Nie mogę uwierzyć, że on odszedł… Go już nie ma… Mój Hugo…
A wtedy w głowie dziewczynki rozległ się męski głos:
Pocałuj mnie… Pocałuj…
Podskoczyła jak oparzona, rozglądając się. Kto mógł to powiedzieć…? Jej wzrok spoczął na kameleonie…
– Wiesławie? Czy to ty? – spytała szeptem, bojąc się odpowiedzi.
Spojrzała w wyłupiaste oczka zwierzęcia i wzdrygnęła się, gdy skóra kameleona ukazała czerwony napis: TAK!
Zastanawiając się, czy do końca już zwariowała, nachyliła się i pocałowała go w maleńkie ustka. A wtedy stał się cud. Kameleon zmienił się w przystojnego, blondwłosego młodzieńca, który stanął przed Lily i powiedział:
– Zdjęłaś ze mnie klątwę, cna niewiasto! Okrutna profesor McGonagall zrzuciła na mnie urok, gdy eksperymentowała transmutacją na ludziach. A ty mnie uratowałaś. A tak naprawdę jestem super tajnym agentem. Znanym też jako Wiesław. – Uklęknął na jedno kolano, ujął rękę dziewczynki i wyjął wielki pierścionek zaręczynowy z kieszeni. – Czy uczynnisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Lily spojrzała na niego jak na skończonego idiotę. Ale wzruszyła ramionami – przecież nie miała nic do stracenia, a z Wiesiem wielokrotnie już spała… To było najlepsze rozwiązanie…
– TAK!!! – wykrzyknęła, rzucając mu się w ramiona.
I żyli długo i szczęśliwie, dorabiając się gromadki małych potter-kamelonów…
KONIEC-KONIEC!!!

INFO: TO GRZECH NIE SKOMENTOWAĆ TEGO ROZDIZAŁU…
PO RAZ OSTATNI…
Kilka słów wyjaśnienia: w mojej historii charłacy nie mogą mieć większego do czynienia z magią – ale nie w każdym przypadku; a także niech was nie zdezorientuje to, że Chris mówił głosem Nory – w książce tak właśnie było po wypiciu Eliksiru Wielosokowego. Tylko w filmie zmieniono, jeśli pamiętacie z ,,Komnaty tajemnic”, że Harry i Ron mówili wciąż swoimi głosami, mimo przemiany.
Jeśli jeszcze jakiś wątków nie wyjaśniłam, coś jest niejasne – został nam jeszcze epilog. I to pod nim będziemy się bardziej żegnali i w komentarzach zrobimy sobie księgę pamiątkową :D
Wiem, że nikt nie spodziewał się tego, że to Chris się poświęci. Ale tak miało być. Planowałam to od zawsze – właśnie dlatego tak brutalnie urwałam jego wątek i tylko czasami on się ponownie pojawiał. Specjalnie :P Taki mój mały, diabelny planik. Może to by było dla was bardziej jasne, gdybyście czytali to jak książkę – bez czekania na rozdziały. Ale taki urok blogów…
A jeśli chodzi o śmierć Hugona… Sama płakałam na końcu, pisząc tę scenę. Ale tak właśnie miało być.
Ten rozdział miał pokazywać różne rodzaje miłości – miłości tak wielkiej, że można za nią oddawać życie. Miłości do rodziny, przyjaciół, ukochanych.
Dziwaczna jest myśl, że to już koniec… Wciąż nie mogę w to uwierzyć… Tyle miesięcy pisania, planowania, życia tym opowiadaniem… Nie spodziewałam się, że koniec będzie dla mnie tak ciężki.
Rozpoczynając pisanie, nigdy nie przypuszczałam, że dojdę tak daleko – że wytrwam. Nie wiem, czy jest tutaj ktoś jeszcze, kto pamięta moje początki… Były beznadziejne. Pisałam w narracji 1 os. i ogólnie planowałam, by był to blog o miłości Nory i Jamesa. Dopiero później coś się zmieniło. Ta historia, zaskakując mnie samą, zmieniła się w to, czym jest dzisiaj.
Przeszłam długą drogę – walki z błędami, kształceniem się, męczeniem nad każdym kolejnym rozdziałem, zarywanie nocek na pisanie. Stuknęło mi osiemnaście lat (jakiś czas temu, w lutym), a gdy zaczynałam, miałam zaledwie szesnaście (nie żeby coś, ale dla mnie to szmat czasu!) i dopiero skończyłam gimnazjum. Gdy wyszedł ostatni film o Harry’m – poczułam taką tęsknotę, że postanowiłam sama napisać kontynuację. O nowym pokoleniu. Całe gimnazjum czytałam fanfiki potterowskie ­– najbardziej lubiłam te właśnie o nowym pokoleniu. Elita Hogwartu, Brzydula w Hogwarcie, W komitywie ze Ślizgonem, Licencja na miłość, Albus Severus Potter… I zapragnęłam sama coś stworzyć. Wiem, że Nowa nie może się mierzyć z tamtymi blogami, ale… jest dla mnie naprawdę ważna i jestem z niej niesamowicie dumna.
Nigdy nie przypuszczałam, że uda nam się tyle osiągnąć. Tak, nam. Bo nic nie osiągnęłabym bez was, moich kochanych czytelników. Potterowych Ludków. Każdy komentarz od was, każdy mail, każdy fanart… niesamowicie mnie cieszył i sprawiał, że w głowie pojawiała się myśl: może moje pisanie jednak ma sens?
Miałam kilka kryzysów literackich. Chwil, gdy chciałam już zawieszać Nową, kończyć ją, porzucić. Ale wtedy podnosiliście mnie na duchu i sprawialiście, że wracałam jeszcze silniejsza. Chyba najgorzej było, gdy zajęłam drugie miejsce w konkursie na najlepszego bloga miesiąca na jednym stowarzyszeniu – nie było to dla mnie jakoś bardzo ważne, ale zostałam wtedy mocno skrytykowana przez pewne osoby i zniknęłam na dłuższy czas, wprowadzając remont. Katorgą było dla mnie sprawdzanie poprzednich rozdziałów – wciąż dołowałam siebie samą, mówiąc sobie, że tak kiepsko napisałam te pierwsze rozdziały, że jestem beznadziejna, że powinnam porzucić pisanie… Ale zacisnęłam zęby i każdy komentarz – a raz na jakiś czas się pojawiał – był dla mnie jak ratunek.
Marzę o napisaniu własnej książki. Mam pomysł na całą trylogię – ale nie mogę jej jeszcze napisać. Muszę nauczyć się lepiej pisać. Jeszcze nie jestem gotowa. Ale jestem gotowa, by wyjść ze świata ff i stworzyć swój własny… Tym razem będzie to blog o… podróżach w czasie! :D Linka podrzucę wam przy epilogu.
Jako ciekawostkę mogę wam napisać, że zastanawiałam się nad napisaniem bloga, gdzie Nora byłaby córką Hermiony i Dracona i przeniosłaby się do równoległej rzeczywistości, gdzie Hermiona normalnie byłaby z Ronem i miałaby dzieci, a Malfoy tak samo. I nasza kochana Eleonora musiałaby odnaleźć się w nowym świecie… Już nigdy nie wykorzystam tego pomysłu. Może ktoś inny napisze coś podobnego?
Kolejna ciekawostka: mam dysortografię! :D Zdiagnozowana i, wydaje mi się, pokonana. Wciąż mam problemy z czytaniem i, gdy sprawdzam rozdziały, często nie wyłapuję literówek, bo moje oczy po prostu ich nie widzą. Zjadam też litery – sami wiecie XD. Ale nigdy nie chciałam się tym zasłaniać i podaję to jako ciekawostkę. Można? Można! :>
Aktualny status bloga: 53 posty, 90 obserwatorów, ponad 103 tysięcy wyświetleń, 1752 komentarzy.
Aktualny status Wattpada: ok. 10 tysięcy wyświetleń, 937 polubień i 244 komentarzy.
Teraz nadszedł czas na podziękowania!
Zapewne nie uda mi się wymienić każdego – nie obrażajcie się, przypomnijcie mi się w komentarzu, a ja napiszę specjalnie podziękowania w odpowiedzi na komentarz, okej? :D
Dziękuję:
Mania Okumura. Dziękuję mojej pierwszej czytelniczce, która czepiała się mnie, wypisywała każdy, nawet najmniejszy błąd, radziła – a wcale o to nie prosiłam i na początku strasznie mnie to irytowało. Ale teraz jestem wdzięczna. Bo gdyby nie ty, wciąż myślałabym, że piszę niesamowicie (a wcale tak nie było) i niczego bym się nie nauczyła. Bardzo mi pomogłaś i będę ci za to wdzięczna do końca moich dni (zabrzmiało poważnie, prawda? XD). Dziękuję! <3
Kina. Za przyjaźń, która narodziła się dzięki temu blogowi. W książce, którą Ci wysłałam, zawarłam wszystko – więc wiesz, jak ważna dla mnie jesteś. Kocham Cię i bardzo dobrze o tym wiesz! <3 A i mam info! Będę w Krakowie 16 maja na komunii mojej kuzynki. Może chciałabyś się spotkać po raz pierwszy w życiu? :D Dziękuję za wszystko! Mój kochany kociaku, co ja bym bez ciebie zrobiła? Jako pierwsza dowiadywałaś się o moich pomysłach związanych z Nową, wiedziałaś o Kastielu, zanim miał on w ogóle imię XD i był ukochanym Nory, znosiłaś moje narzekania, pocieszałaś, podnosiłaś na duchu. A twoi bohaterowie naprawdę zmotywowali mnie na napisania tego rozdziału. Hahaha XD Kocham cię, wysyłam ci największy kosz owoców na świcie i słoiczek z moimi buziakami! PS Możesz uwierzyć, że to koniec? :C Dziękuję! <3
Mika Foggy. Zniknęłaś, ale przez bardzo długi czas byłaś przy mnie i mnie wspierałaś… Czasami wrzasnęłaś, że mam się ogarnąć, czasami rozbawiłaś tak, że myślałam, że umrę ze śmiechu, broniłaś jak lwica. Tobie jako pierwszej udzieliłam ślubu w toalecie – i to z moją gumową kaczką, Henrykiem. Ach… wspomnienia… Uwielbiałam z Tobą pisać – za każdym razem poprawiałaś mi humor. Jesteś tak zwariowaną, pozytywną osobą… Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Naprawdę. I razem z Kiną stwierdziłyśmy, że jesteś najlepszą komentatorką ever – masz ten tytuł! :D Kocham cię, mój świrku zboczuszku i niesamowicie tęsknię. Bussis! <3
Mojej Sky vivre – mam nadzieję, że nadrobisz wszystko i to w końcu przeczytasz! Hahaha… Ale kocham Cię tak bardzo, moja książkowa bratnia duszo, że wybaczę Ci wszystko. Pamiętasz naszą miniaturkę? XDXDXD Co to było? My naprawdę niczego nie brałyśmy? Kiedyś ją skończymy! Kocham Cię! <3
Moim siostrom – że dotrzymywały tajemnicy, wspierały, po kryjomu czytały (i zapewne też komentowały XD). Wam chyba nie musze mówić, że Was kocham, co? <3
Gallo Konio Anonim. Już Ci pisałam, że bez Ciebie ten blog by nie istniał. Byłaś cudowna i zawsze się pojawiałaś, kiedy najbardziej Ciebie potrzebowałam. Nie bałaś się na mnie nawrzeszczeć i nikt inny nie groził mi, że zabije mnie na tyle przeróżnych, zadziwiających sposobów. Bardzo dziękuję za wszystko <3
Puck. Może nasze drogi też się gdzieś rozeszły. Ale byłaś dla mnie bardzo ważna. Może dlatego trochę mnie bolało, że przestałaś do mnie pisać? Ale to nieważne teraz. Dziękuję za wspaniałe komentarze, za to, że broniłaś mnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam, że byłaś bardziej zwariowana niż ja, ale odrobinę mniej od Miki XD – jej nikt nie potrafił przebić. Dziękuję i też tak trochę przepraszam… <3
Daughter of Shadow – mówiłam Ci, że Ciebie nie zapomnę! Uwielbiałam Twoje komentarze. Były długie, często zabawne i zawsze dobrze mi się na nie odpowiadało, zwłaszcza, jak mogłyśmy razem popisać. Byłaś pierwszą czytelniczką, z którą prowadziłam tak długie komentarzowe rozmowy XD Dziękuję! <3
Wszystkim Gabrysiom, Gabrielom – moim imienniczkom. Kocham każdą z was – i to nie tylko za imię. Przepraszam za takie zbiorowe podziękowanie, ale wiecie, że uwielbiam Was! Kiedyś pojawiła się jedna Gabi♥. Później Gabrysia Szmyd – na początku nieśmiało komentowałaś, ale później się rozkręciłaś. I byłaś ze mną od tak dawna… I ze mną zostałaś. Kocham cię, wiesz? Dziękuję także za cudowne fanarty! Gabrielo – dziękuję za komentarze, miłe słowa :*. Gabriela Szałkowska – agencie jeden. Ładnie to tak ujawniać się po dwóch miesiącach czytania? Ale cieszę się, że to zrobiłaś <3 I dziękuję za cudownego fanarta! Dziękuję Wam! <3
Kat(i). Kochana, cudowna. Byłaś wspaniała. I miałaś mnie do Grecji zabrać! Kiedy jedziemy? Dziękuję za maile – były dla mnie bardzo ważne. <3
 LS, która później zmieniła się w Alister. Dziękuję za nasze długie komentarzowe dyskusje. Byłaś jedną z moich ulubionych czytelniczek – zawsze potrafiłyśmy rozpisać się na jakiś temat i naprawdę uwielbiałam to, że wymieniałyśmy między sobą tyle wiadomości. Fanki Gry o Tron! I nawet nie wiesz, jak się cieszę, że napisałaś do mnie na gg. Ubóstwiam Twoje sny, Twoją głowę (wiem… dziwnie to brzmi XD) i całą Ciebie! Mam nadzieję, że kiedyś odważysz się i zaczniesz pisać… Pomysły masz . Uważam, że talent też. Brakuje Ci tylko pewności. Dziękuję! <3
Huncwotka, która później zamieniła się w Eskarynę. Taktuję Cię jak moją blogową starszą siostrę, wiesz? Bardzo ceniłam każdą Twoją radę, kochane słowa i także to, że wciąż przy mnie trwałaś. Na dobre i na złe. Nawet jak ja dawałam klapę, obiecując, że do Ciebie wpadnę… Ale po przeczytaniu Twojego wcześniejszego bloga, wiem, że jesteś niesamowicie zdolna i dlatego każdy Twój komentarz był dla mnie tym cenniejszym. Dziękuję! <3
Izi Bels. Moja kochana Izy… Mam nadzieję, że wrócisz do pisania. Zdolna bestio – bierz się do pracy! :D Kocham cię i dziękuję za wszystko! <3
Ginny Kurogane. Moja kochana… Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo kocham Twoje komentarze. Zawsze byłaś dla mnie ogromnym wsparcie, poprawiałaś mi humor, pomagałaś. Dziękuję Ci za to! <3
Camille Weasley. Pojawiłaś się nagle i swoimi komentarzami zdecydowanie mnie kupiłaś. Chyba jesteś jedną z nielicznych czytelniczek, która tak chętnie wypisywała mi błędy, pomagając mi tym niesamowicie. I te Twoje cytaty rozdziałów :D Dziękuję <3
Krysia. Żabciu! Moja wariatko kochana! Nigdy nie śmiałam się tak bardzo, jak przy czytaniu Twoich komentarzy. Jesteś tak cudowną i unikatową osobą, że wyrażasz to w każdym komentarzu, w każdej scenie. I jaka utalentowana! Twoje lwy są boskie. Ach! I Wiesiu! Och! I Nora! Uch! Cuuuuudoooowne! Musimy się kiedyś umówić na jakieś wspólne tańczenie i śpiewnie. I zdecydowanie na piżama party – powżerałybyśmy jakieś niezdrowe jedzonko i upiły się razem. Czekam na to! Kocham cię, żabciu! <3
Bianka! Nie mogłabym zapomnieć także o Tobie, kochanie, a tak dokładnie mój młody padawanie… Nawet nie wiesz, jak cudownie jest patrzeć, jak z każdym swoim rozdziałem stajesz się coraz lepsza. Jestem z Ciebie niesamowicie dumna, bo zrobiłaś ogromne postępy <3 Oby tak dalej! I dziękuję za Twoje kochane, zabawne i naprawdę cudowne komentarze! Dziękuję <3
Puchonka 123 – za Tobą też bardzo tęsknię. Żałuję, że porzuciłaś pisanie… Miałaś ogromny potencjał. Dziękuję! <3
Antyarktyka – cenię Cię bardzo jako pisarkę i byłam wdzięczna za każdy Twój komentarz. Zwłaszcza, że zaczynałyśmy w podobnym czasie pisanie naszych blogów… Dziękuję! <3
Eve Lovsed – uwielbiałam Twoje komentarze, a zostawiałaś ich niesamowitą ilość. Praktycznie każdy rozdział skomentowałaś. Dziękuję! <3
AM. Kuzynko Kini Ciebie też pamiętam i dziękuję za komentarze <3
Condawiramurs. Kochana! Dziękuję Ci za wszystkie komentarze i rady, które mi dawałaś. Wiesz, że jestem fanką Twojej twórczości – więc nie bój się; niedługo wszystko nadrobię. Dziękuję! <3
Cassandra Haven. Cass! Ty mi też spadłaś jak z nieba! Uwielbiam Twoje komentarze i bardzo Ci za nie dziękuję <3 Kocham Cię, kochana! I mam nadzieję, że nie zabijesz mnie za to, co stało się z Hugonem… Pamiętaj, że Ty też mnie kochasz! Prawda? Dziękuję! <3
Ja-mewa. Mewo, cudowna! Byłam szczęśliwa, że zetknęłam się z Twoją twórczością (muszę nadrobić zaległości…). Jesteś niesamowicie utalentowana i podziwiam Cię, że tak dzielnie nadrabiasz u mnie zaległości. To naprawdę godne podziwu XD. Dziękuję! <3
Rose, Calypso o, Ta co nie może spać, Karina Knab, Paulina Szarak – gdzieś na początku byłyście, ale później się zmyłyście. Może kiedyś to przeczytanie? Ale dziękuję, że byłyście ze mną na samym początku. Wasze komentarze motywowały mnie do pisania. Moje pierwsze komentatorki – takie osoby się pamięta…
Jednemu biol-chemowi! Dziękuję, duszko, że wpadłaś i trochę poczytałaś <3
Mary Weasley! Kocham Cię, moja zdolna truskaweczko! Dziękuję za wszystkie komentarze, za maile, za… sama wiesz! Dziękuję! <3
Anutrium. Pojawiłaś się niedawno, a ja już Ciebie uwielbiam… Za szybko przywiązuję się do ludzi. Niesamowicie wzruszyłaś mnie swoimi pierwszymi komentarzami. Zawarłaś w nich wszystko… A ja chyba nigdy nie dostałam tak cudownej pochwały… I rozumiałaś wszystko! Mam nadzieję, że trafisz także do mnie na nowego bloga, bo naprawdę jesteś cudowną czytelniczką. Czytelniczką, osobą… Dziękuję <3 PS Pamiętaj, że jesteśmy umówione na ślub w toalecie!
The Grey Lady. Kolejna wyjątkowo utalentowana ^^ Życzę Ci powodzenia z pisaniem i bardzo dziękuję za wszystkie szczere komentarze. Jesteś cudowna! <3
Olgusia25, Nikita, Chanel, terpsychorka, Fall Angel, Ola Sitarz, Caireann Devin, Nike Osma, Lily Gastrenge, AliceSz, Rowan – doskonale pamiętam komentarze od Was. Były dla mnie bardzo ważne i bardzo Wam za nie dziękuję! <3
Potterowa, Krysia Potter, Gewn. Jak to jest, że gdy was sobie przypomnę, na mojej twarzy od razu pojawia się uśmiech? Dziękuję za to, dziewczyny! Byłyście cudowne! <3
Emilia J – bardzo dziękuję za reklamę, kochana! I za wszystko <3
Meg. Dziękuję za komentarze, które zostawiałaś w ostatnich dniach. Niesamowicie motywowały mnie do pisania. Dziękuję! <3
Malwina Banach. Mam nadzieję, że będziesz pisała, bo naprawdę się do tego nadajesz. Powodzenia! <3
Maquarella. Kochana moja! Pisz, ucz się, rozwijaj! Wierzę w Ciebie i dziękuję, że byłaś ze mną! <3
Nielicznym panom! :D Chyba pamiętam kilku… Derby. Aleksander Kopiec. Dariusz Tychon. Dziękuję!
Magical, Afra xx, Lilianna Alexis, xHess ϟ – dziękuję za pytania zadane moim bohaterom! <3
A także: Lumos Maxima, pani Malfoy, IceteaAir, Natalie Malfoy, Rogata, Kalipso Nereid, Kartf, Sparrow, Mary Jane, Dor Ka, Katherina Malfoy, kkk, eva, N jak Nicość, Tetiana xd, Alicja Ewa, Akalie Xanders, Czekoladowy Budyń, Karolina Lada, Taka Miłość, Czarna Dama, Mrs. Unicorn, psiara111, Uxi, houseefly ϟ, Oliwia :D, Azrael, Arya, Marika Beilschmidt, whimsical, Sovbedlly, iiida.Lianne. Dziękuję za Wasze komentarze, obecność na tym blogu. Jestem Wam naprawdę wdzięczna. Napisałabym każdemu z Was osobne podziękowania, ale tylu Was jest… Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Kocham Was, Potterowi Ludkowie!
Dziękuję także wszystkim Anonimom, a także czytelnikom, którzy nigdy nie zostawili komentarzy… A szkoda. Chciałabym móc każdemu z Was osobiście podziękować. W ogóle chciałabym Was wszystkich uściskać i ucałować.
Kocham Was!
I to koniec…
Przed nami jeszcze epilog – postaram się szybko go dodać :D
Zapraszam także na: Pinterst!
Łapcie ostatnie fanarty:

Roxie autorstwa Gabrysii Szmyd :**

Tamara autorstwa Gabrysii Szałkowskiej <3

Dzięki, dziewczyny! Są cudowne *.*